Codziennie modlimy się za Was z potrzeby serca - cz. I


Aleksandra Kiełczewska: Nieraz można spotkać się ze stwierdzeniem: „w krajach byłego ZSRR komuniści chcieli zamordować wszystkich ludzi. Jeśli nie w wymiarze fizycznym, to psychicznym, moralnym lub duchowym”. Czy to prawda?

ks. Witalij Daniłowicz: Niestety, to prawda. Jeśli przespacerujemy się po Borysowie, w każdym domu odkryjemy dramat, którego przyczyna tkwi w rządach komunistów. Mają one rozmaitą naturę: w jednej rodzinie jest to bieda, w innej zamordowano ojca w łagrze, w kolejnej kogoś rozstrzelano, a w jeszcze innej rodzice musieli oddać swoje pociechy do domu dziecka, bo nie mieli, czym ich nakarmić. Bardzo dobrze znam moich parafian. Rozmawiamy godzinami. Zapewniam, że każdy tutaj ma podobną historię. Do dziś leczymy w parafii rany po komunizmie, naprawiamy tragiczne skutki krzywd moralnych i duchowych.

- 26 grudnia 1991 roku ogłoszono deklarację o rozwiązaniu ZSRR. Misjonarze mariańscy przybyli na Białoruś wcześniej, to znaczy w 1990 roku, w odpowiedzi na prośbę Ojca Świętego. Co tu zastali?

- Napotkali ogrom nędzy materialnej i duchowej. Ich posługa kapłańska była bardzo trudna, gdyż każdy ksiądz czuje się odpowiedzialny za swoich parafian, chce zaprowadzić ich do Pana Boga i w miarę możliwości wesprzeć w kłopotach. W Borysowie nie było ludzi ochrzczonych. Praktycznie każdy został przymusowo wychowany na ateistę. Strach przed reżimem powodował, że ludzie nie ufali nikomu, nie potrafili nawiązać i utrzymać właściwych relacji z innymi. Wielu z nich, na skutek traumatycznych przeżyć, wpadło w sidła zgubnych nałogów i nieświadomie krzywdziło bliskich. Skala bezrobocia i biedy była zatrważająca.

- Jest już lepiej?

- Jest lepiej, ale to nie znaczy, że jest dobrze. W naszej parafii żyją biedni ludzie. Funkcjonują w dużo gorszych warunkach, niż mieszkańcy bogatych krajów Europy Zachodniej. Nasi parafianie mieszkają w starych domach, czasami bez prądu, wody, łazienki. Od rozpadu ZSRR minęło 28 lat, a w Borysowie wciąż prowadzimy ewangelizację od podstaw. Niedawno do naszego sklepiku parafialnego przyszła starsza kobieta, która chciała kupić krzyżyk i nosić go na szyi. Pomyślała, że wcześniej należy zmówić modlitwę, ale niestety żadnej nie znała i nie potrafiła się nawet przeżegnać. Zapytaliśmy, czemu chce nosić krzyżyk. Odpowiedziała: „bo ja zawsze wiedziałam, że Bóg istnieje i mnie kocha, tylko bałam się o tym myśleć”. To bardzo symboliczna scena. Właśnie za pomocą strachu władze odciągały ludzi od Boga.

- Prowadzą księża kursy wprowadzenia do chrześcijaństwa dla nawróconych ateistów. Kto w nich uczestniczy?

- Nasi parafianie, którzy wychowali się w czasach rządu komunistów i nie mogli zapoznać się z nauką Chrystusa, ani przyjąć sakramentów. Nie byli ateistami z wyboru, ale z powodu polityki walki z Kościołem, przyjętej przez partię. To pokolenie bardzo ucierpiało… czasami ich pierwszymi katechetami zostają dzieci z najbliższej rodziny, które przygotowują się do Pierwszej Komunii Świętej. Mówiąc wprost: dziewięciolatki uczą swoich krewnych, kim jest Pan Bóg i jakie dał nam przykazania. Następnie krewni przychodzą do nas, do kapłanów.

- Co mówią?

- Wszyscy podkreślają, że wychowali się w systemie walczącym z religią. Teraz chcą dowiedzieć się wszystkiego, czego przez długie lata nie mogli. Kurs trwa trzy miesiące. Uczymy dorosłych ludzi jak się przeżegnać, słów Modlitwy Pańskiej, czytamy Pismo Święte. Niektóre osoby dopiero na kursie dowiedziały się, że Jezus umarł na krzyżu za nasze grzechy i płaczą ze wzruszenia. Mówią, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że Pan Bóg tak bardzo ich kocha. Po kursie proszą o chrzest, biorą śluby kościelne, regularnie uczestniczą we Mszy Świętej, zmieniają całe swoje życie. Zaczynają ewangelizować ludzi z najbliższego otoczenia, namawiają znajomych, sąsiadów, aby również otworzyli serca dla Boga.

- Kiedy misjonarze mariańscy przyjechali do Borysowa praktycznie nie było tu ochrzczonych. Dziś w parafii działa 12 wspólnot, a wierni z trudem mieszczą się w kościele na nabożeństwach.

- Przez 25 lat w Borysowie pełnił posługę ksiądz marianin Józef Pietuszko. Nasi wierni mówią, że sam jeden ochrzcił połowę tego miasta. Gdy trafił do parafii miał już ponad 50 lat. Żartował, że musi udawać młodego i silnego, bo starszy człowiek nie podała tak wielkiej ilości pracy. Posługa księdza Józefa przyniosła niezwykłe owoce: liczne nawrócenia, powstanie wspólnot religijnych w mieście, które do niedawna składało się z samych ateistów, oraz powołania kapłańskie. Wielu młodych mężczyzn, obserwując dzieła księdza Józefa, postanowiło poświęcić życie służbie Panu Bogu. Średnio raz na dwa lata odbywają się święcenia nowego kapłana.

Prosimy, wesprzyj parafię w Borysowie

udostępnij w social media