„Duch misyjny”


Tak wiele osób na całym świecie jest obciążonych pracą i cierpieniem. Do nich także Chrystus chciałby dotrzeć. Dlatego powołuje misjonarzy i wzywa wszystkich swoich uczniów do gestów miłości względem potrzebujących.

Pewnego dnia napisał do nas list pewien chłopczyk, który kilka miesięcy wcześniej przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. Odręcznym pismem informował nas, że ze wzruszeniem przeczytał razem z rodzicami informację o dzieciach ze Wschodu, które nie mogą wyjechać na wakacje, ponieważ ich rodziny bardzo często są w trudnej sytuacji moralnej i materialnej.

Rozbił więc skarbonkę, w której zgromadził pieniądze otrzymane w prezencie na Pierwszą Komunię Świętą, i większość z nich postanowił przeznaczyć na wsparcie swoich rówieśników z mariańskich parafii na Białorusi, Ukrainie oraz w Kazachstanie.

Podobnie było w życiu Pauliny Jaricot, która słuchając opowieści pani Róży służącej w domu jej rodziców oraz czytając biuletyn misyjny, dowiedziała się o trudnej sytuacji katolików w Chinach. Podjęła decyzję w sercu, aby zrobić wszystko, co możliwe, żeby im pomóc. Była za młoda, aby jechać do Azji i tam wspierać pracę misjonarzy, dlatego postanowiła inaczej rozwijać ducha misyjnego we wspólnocie Kościoła.

Proste środki

Wielu z nas pod wpływem lektury lub filmu potrafi wzruszyć się głęboko losem potrzebujących. Jednak dobrze znamy powiedzenie o słomianym zapale. Nierzadko dobre chęci odchodzą na dalszy plan, ponieważ codzienne problemy zbyt intensywnie zajmują nasz czas i umysł.

Tymczasem Paulina Jaricot nie pozwoliła zagłuszyć swojej wrażliwości na potrzeby misyjne Kościoła. Wzrastając duchowo, zauważyła, jak wiele jej kłopotów wynika ze zwykłej próżności. Sama, mając wszystko, co konieczne do życia, pragnęła ciągle więcej i więcej. Jednak dzięki dobremu prowadzeniu przez kierownika duchowego odkryła, że tym, co naprawdę się liczy, jest odpowiedź serca na bezinteresowną miłość Boga. Posiadając wiele dóbr, także duchowych, można służyć tym, którzy nie mają często ani głębokiej wiary, ani godziwych warunków do życia.

Rozpoczęła od poszukiwania osób, które myślą podobnie jak ona. Zaczęła od tzw. wynagrodzicielek. W różnych dzielnicach miasta poszukiwała osób, które tak jak ona będą modlitwą wynagradzać Najświętszemu Sercu Jezusa. Z czasem zainspirowana akcją „jeden pieniążek tygodniowo” dla misji, zaangażowała swoje towarzyszki do materialnego wspierania potrzebujących na krańcach świata. Miała jednak świadomość, że ich wsparcie jest znikome i nie zapewni misjom należytych środków.

Długo zastanawiała się, jak zaradzić temu problemowi. Wtedy wpadła na prosty, a zarazem genialny pomysł. Tak mówiła o swojej idei: „szukałam pomocy u Boga. (…) Została mi dana jasna wizja tego planu: dziesięć osób, z których każda znajduje następną dziesiątkę, i tak dalej – 1 sou (przysłowiowa złotówka) tygodniowo od jednej osoby”. Myśl okazała się „strzałem w dziesiątkę”. Struktura dała początek Dziełu Rozkrzewiania Wiary.

Nie samym chlebem

Gdy myślimy o wsparciu misji, bardzo często staje przed nami obraz misjonarza, który opowiada w niedzielę misyjną o specyfice pracy w jakimś egzotycznym kraju. Z jego opowieści możemy się dowiedzieć wielu ciekawostek na temat codziennego życia w różnych częściach świata. Nierzadko mówi on także o wielkich potrzebach materialnych swoich podopiecznych.

Jan Paweł II wyjaśniał w encyklice Redemptoris missio: „Liczne są materialne i ekonomiczne potrzeby misji: chodzi nie tylko o założenie Kościoła z najkonieczniejszymi strukturami, jak  kaplice, szkoły dla katechistów i seminarzystów, mieszkania, lecz także o utrzymanie dzieł charytatywnych, wychowawczych i popierających rozwój człowieka, co stanowi bardzo szerokie pole do działania, zwłaszcza w krajach ubogich”. Wsparcie dzieł charytatywnych na misjach jest bardzo ważne, nie wolno nam jednak zapominać, że głównym celem misji nie jest działalność dobroczynna, ale – ewangelizacja.

Papież wyjaśniał dalej: „Misje wymagają nie tylko pomocy, lecz także współuczestniczenia w przepowiadaniu i w miłości względem ubogich. Wszystko, co otrzymaliśmy od Boga – tak życie, jak dobra materialne – nie jest nasze, ale zostało nam dane do użytku”. Dlatego tak bardzo potrzebują wsparcia wszelkie inicjatywy ewangelizacyjne. W wielu miejscach faktycznie brakuje rzeczy potrzebnych na co dzień do życia. Tym bardziej brakuje egzemplarzy Pisma Świętego oraz pomocy katechetycznych i innych publikacji potrzebnych do tego, aby nie tylko ochrzcić wielką liczbę ludzi, lecz także dać im solidną formację wiary. Dlatego z uznaniem patrzę na tych, którzy dostrzegają oba wymiary działalności misyjnej.

Owoce misji

Gdy papież Franciszek ogłaszał październik 2019 r. Nadzwyczajnym Miesiącem Misyjnym, zaczęły ukazywać się publikacje o misjach i wywiady z misjonarzami. Wykorzystywano też wiele innych możliwości rozbudzania ducha misyjnego w sercach wiernych. Warto dzisiaj, po kilku miesiącach zapytać siebie, w jakim stopniu moja wrażliwość misyjna wzrasta. Jak dalece w moim środowisku dostrzegam potrzebę głoszenia Jezusa wśród znajomych i sąsiadów? W jakim stopniu widzę uniwersalność i potrzebę istnienia Kościoła w krajach misyjnych? Czy moja modlitwa za misjonarzy jest wyrazem mojej wrażliwości na potrzeby Kościoła?

Paulina Jaricot dostrzegała siostry i braci nie tylko w swoim otoczeniu, ale nawet w dalekich zakątkach świata. Tym, co nas łączy, jest potrzeba spotkania z Jezusem Chrystusem. Przy zmarłej Paulinie znaleziono kartkę z następującą treścią: „kochałam Jezusa Chrystusa ponad wszystko na ziemi i z miłości ku Niemu bardziej niż samą siebie kochałam wszystkich, którzy byli obciążeni pracą lub cierpieniem”. Oby te słowa każdy z nas mógł powiedzieć na końcu swojego życia.

Zadania na styczeń:

Ofiaruję przez kilka dni dziesiątek Różańca w intencji znanego mi misjonarza i jego podopiecznych. W miarę swoich możliwości zorientuję się w potrzebach misjonarzy i postaram się ofiarować im potrzebne rzeczy lub środki finansowe.

Ks. Łukasz Wiśniewski MIC
Artykuł ukazał się w styczniowym numerze miesięcznika formacyjnego "Różaniec". 

udostępnij w social media