Lek na próżność serca


Młodzieńczy bunt to zjawisko tak powszechne, że czasami nie zwracamy już na nie uwagi.  Nieraz możemy usłyszeć słowa: „W końcu jest młody, niech się wyszumi”. Podobnie było w życiu Pauliny Jaricot. 
Bardzo szybko jej dziecięcy entuzjazm misyjny został wyparty przez pogoń za  przyjemnościami tego świata. Jednak, co najważniejsze, zasiane wcześniej ziarno wiary potrafiło wydać obfity owoc. 

Trudna droga dojrzewania 

W życiu każdego człowieka przychodzi moment odkrywania własnej tożsamości. Zadajemy sobie wówczas pytania: kim jestem? dokąd zmierzam? Najczęściej rodzice stają się wtedy wrogami, a wartości, które wyznają, budzą niechęć. Wybieramy sobie inne towarzystwo. Wielu rodziców doświadcza, że ich dzieci, które przedtem bez żadnych problemów chodziły do kościoła i się modliły, raptem buntują się i nie chcą uczestniczyć w Eucharystii, twierdząc, że to nie ma sensu. To znak, że wchodzą w czas dojrzewania. Oczywiście większość rodziców przeżywa wtedy dramat i próbuje zmuszać swoje pociechy do praktyk religijnych, często ma to jednak odwrotny skutek. 

Założycielki Żywego Różańca także nie ominął okres młodzieńczego buntu. Jej gorliwość religijna osłabła, coraz bardziej zaczęły zajmować ją sprawy tego świata. Została wybrana do grona panien dworu, przesadnie skupiała się na swoim wyglądzie i zainteresowaniu, jakie wzbudzała u chłopców. Na nowo oddała się lekturze zakazanych książek, z których zrezygnowała w czasie Pierwszej Komunii świętej. Chciała też wyrzucić dewocjonalia, które miała u siebie w pokoju. Dotychczasowe zaangażowania zeszły na dalszy plan, a obietnice złożone Bogu zostały złamane. Zaczęła podobnie jak jej koleżanki wyznawać zasadę: „Mówią mi, że jestem piękna. Trzeba byłoby być martwą lub chorą, aby nie przyjmować wszystkich pochlebstw”. 

Bóg daje znaki 

Okres buntu to czas poszukiwania siebie, często po omacku. Młody człowiek łatwo wchodzi w pustkę. Paulina Jaricot w poszukiwaniach własnej tożsamości zabrnęła w ślepą uliczkę. Im bardziej starała się zdobyć względy innych, tym wyraźniej widziała, że nie udaje jej się tego osiągnąć. Im usilniej zajmowała się wyszukiwaniem nowych strojów i makijaży, tym bardziej okazywały się niewystarczające. Pustka powoli narastała. 

Pewnego razu obrazek, który był pamiątką jej Pierwszej Komunii świętej, spadł na ziemię. Doznała wówczas nagłego olśnienia. Zobaczyła własne niedotrzymane obietnice i przyrzeczenie, które złożyła Bogu. Szybko jednak odrzuciła te myśli – do czasu, kiedy uległa wypadkowi. Spadła na głowę z wysokiego stołka. Upadku o mało co nie przypłaciła życiem. Jej zatroskana mama ofiarowała siebie Bogu w intencji jej powrotu do zdrowia, rozpoczęła także krucjatę modlitewną za córkę.

Pan Bóg wysłuchał prośby matki. Paulina nie tylko powoli wracała do zdrowia, lecz także do  pierwotnej gorliwości w wierze. Pod wpływem nauki o próżności o. J. Würtza, której wysłuchała pewnego razu w kościele, poszła w końcu do spowiedzi generalnej. Opisała tę drogę duchową w następujący sposób: „Aby poznać siebie, trzeba siebie badać… aż do dna swego serca, aby przeanalizować kolejno wszystkie jego dobre i złe dyspozycje”.  

Samodzielne decyzje kształtują 

Wielu ludzi dzisiaj doświadcza podobnego prowadzenia przez Boga. Kiedyś przyszła do mnie matka, której syn stwierdził, że nie chce chodzić na religię, choć wcześniej był ministrantem zaangażowanym w życie parafii. Oznajmił, że nie będzie już chodził do kościoła. Zmartwiona mama zapytała mnie, co ma robić? Odpowiedziałem, żeby mu pozwoliła. Była w szoku, że ksiądz daje jej takie rady. Zachęciłem ją, by pozwoliła mu podjąć taką decyzję, stawiając jednak jakiś warunek. Po chwili zastanowienia powiedziała, że będzie musiał znaleźć sobie wolontariat, by miał okazję zrobić coś dobrego. Gdy po kilku miesiącach znów mnie spotkała, powiedziała, że syn ma piątkę z religii. Dzięki samodzielnej decyzji uświadomił sobie, że wiara jest codziennym wyborem, że raz wybrawszy, ciągle wybierać musi – jak mówił św. Augustyn.

Także Paulina Jaricot dokonała w swoim życiu wyboru, ponieważ zrozumiała, że tylko Jezus może wypełnić pustkę jej serca. Wiele osób przeżywa podobne problemy i rozterki duchowe. Tak łatwo ulec pokusom świata, który zachęca do życia płytkiego, bez zastanawiania się nad tym, co jest ważne. Dla wielu liczą się przyjemność, pieniądze i podziw u ludzi. Dla niektórych ważniejsza jest liczba polubień pod postem zamieszczonym w Internecie niż realna przyjaźń czy relacje z bliskimi.  

Przemieniające spotkanie 

Życie Pauliny pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On potrafi dotknąć serca każdego człowieka, nadać sens życiu, byśmy odkryli, jak św. Augustyn, że „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Paulina uświadomiła sobie, że tylko Bóg swoją miłością może rozpalać serce i uczyć prawdziwej miłości. Dzięki temu, że Bóg był obecny w jej rodzinie, nie musiała szukać daleko. Zobaczyła, że przez ofiarną służbę drugiemu człowiekowi można odkryć sens życia. Spotkanie z Chrystusem odmieniło ją. 

Czasem zanim zbliżymy się do Boga, chcemy najpierw poprawić się, oczyścić przez modlitwę. A to oczyszczenie, którego sami chcemy dokonać, jest właśnie owocem przemieniającej mocy Boga. Paulina dzięki doświadczeniu żywego Chrystusa spieszyła z pomocą nie tylko potrzebującym materialnie, szczególnie na misjach, lecz także wszystkim poszukującym Boga Ojca, jak ona w czasach młodości. Poznanie Jezusa w tajemnicach różańcowych, poczucie bliskości dzięki kontemplacji Jego życia dokonywało się w czasie modlitwy.

Zadania na wrzesień:  Porozmawiam z dziećmi, wnuczkami o tym, czym się zajmują, co ostatnio obejrzały, przeczytały,  w co grały na komputerze, aby poznać, czym żyją, nawet jeśli tego nie rozumiem. Słowo życzliwości może być ziarnem, które wyda owoc, jak w życiu Pauliny.  Ofiaruję jednego dnia część Różańca w intencji ludzi młodych.

Artykuł ks. Łukasza Wiśniewskiego MIC został opublikowany w najnowszym numerze miesięcznika „Różaniec”.

 

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!