Marianie a kult Bożego Miłosierdzia


Jak to się stało, że nabożeństwo ku czci Bożego Miłosierdzia jest dziś najdynamiczniej rozwijającym się kultem w świecie chrześcijańskim? Nie sposób odpowiedzieć na powyższe pytanie bez uwzględnienia szczególnej roli marianów. Żadne inne zgromadzenie męskie nie zrobiło więcej dla rozpropagowania tego dzieła na wszystkich kontynentach.

Pierwszym kapłanem w długim ciągu marianów, którzy stali się apostołami Bożego Miłosierdzia, był ks. Józef Jarzębowski. Gdy wybuchła II wojna światowa, dotarł z Warszawy do Wilna, gdzie spotkał ks. Michała Sopoćkę, spowiednika i kierownika duchowego Siostry Faustyny, a także kontynuatora jej misji. Od niego otrzymał traktat pt. „De Misericordia Dei deque eiusdem festo instituendo. Tractatus dogmaticus ac liturgicus”. Było to dzieło teologiczne uzasadniające konieczność wprowadzenia do kalendarza liturgicznego nowego święta – Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Sopoćko napisał pracę zachęcony przez prymasa Augusta Hlonda i wydał ją w konspiracyjnych warunkach w nakładzie 500 egzemplarzy.

Za pośrednictwem różnych ludzi wyjeżdżających z Wilna autor rozsyłał swą pracę do biskupów na całym świecie z myślą o propagowaniu orędzia Siostry Faustyny. Jeden z egzemplarzy przekazał ks. Jarzębowskiemu, który po wielu perypetiach z okupowanej przez Sowietów Litwy, przez całą Rosję i Daleki Wschód, z nieważną wizą japońską w paszporcie, zdołał uciec do Stanów Zjednoczonych. Swoje uratowanie zawdzięczał – jak sam mówił – Bożemu Miłosierdziu. Przed wyjazdem bowiem ks. Sopoćko doradził mu, że ilekroć będzie w potrzebie, niech odwoła się do Jezusa Miłosiernego. Marianin posłuchał go i zdołał ujść cało z wielu opresji.

Po przybyciu do USA trafił do Stockbridge w stanie Massachusetts, gdzie Zgromadzenie niedługo wcześniej otworzyło swój dom zakonny. Pod wpływem jego żarliwej opowieści o brawurowej ucieczce spod okupacji sowieckiej współbracia jednogłośnie postanowili, by poświęcić się szerzeniu nabożeństwa, które uratowało mu życie.

Dzięki ks. Jarzębowskiemu traktat ks. Sopoćki został wydany drukiem w 1943 r. w Detroit i dotarł do biskupów amerykańskich. Trafił również do Piusa XII, który zapoznał się z jego treścią. Sam marianin w kolejnych latach posługiwał będzie m.in. w Meksyku i Wielkiej Brytanii, gdzie także odda się szerzeniu nabożeństwa ku czci Bożego Miłosierdzia.

Następną osobą, której zasługi trudno przecenić, był prawnik dr Julian Chróściechowski. Pod­czas II wojny światowej cudem wydostał się z niemieckiej łapanki, dzięki czemu uniknął uwięzienia na Pawiaku i rozstrzelania lub wywózki do obozu koncentracyjnego. Nie miał wątpliwości, że ocalenie zawdzięczał Bożemu Miłosierdziu. Swoje życie postanowił więc poświęcić rozpowszechnianiu tego kultu. Gdy po wojnie trafił do Wielkiej Brytanii, opublikował w 1949 roku pierwszą broszurę ks. Sopoćki po angielsku. W następnych latach Chróściechowski wstąpi do Zgromadzenia Księży Marianów i doprowadzi do wydania wielu publikacji o Bożym Miłosierdziu w różnych językach, m.in. opus magnum ks. Sopoćki, czyli czterotomowego dzieła „Miłosierdzie Boże w dziełach Jego”.

Z czasem w szerzenie orędzia Siostry Faustyny zaangażują się inni marianie, a sanktuarium w Stockbridge stanie się głównym na świecie centrum kultu narodzonego w przedwojennej Polsce. To właśnie z tego miejsca przesłanie to rozpowszechniać się będzie po całej kuli ziemskiej i trafi m.in. do Korei Południowej, Brazylii, Argentyny, Kamerunu, na Filipiny czy do wielu innych krajów. Oblicza się, że w ciągu pół wieku w Stockbrigde wydrukowano ok. 14 milionów różnych książek, broszur i obrazków z modlitwami dotyczącymi Bożego Miłosierdzia.
Grzegorz Górny

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!