Modlitwa i uczynki


Mówimy o sobie, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Czym jest zatem nasza wiara? Jak ją rozumieć w kontekście naszej człowieczej duchowo-cielesnej jedności?

Znacząca jest scena ewangeliczna, która wydarzyła się w Betanii niedługo przed męką i śmiercią Chrystusa. Kiedy Jezus przebywał na uczcie u Szymona Trędowatego, w pewnym momencie podeszła do niego kobieta i wylała Mu na głowę flakonik bardzo drogiego olejku nardowego. Obecni, widząc to zdarzenie, zaczęli się burzyć, twierdząc, że jest to marnotrawstwo. Mówili między sobą, że można było ten olejek przeznaczyć dla ubogich (por. Mk 14, 3-5). Ich postawa pokazuje, że często mamy problem ze zrozumieniem wartości zarówno materialnych, jak i duchowych. 

Współczesny faryzeizm?
Nierzadko próbujemy antagonizować obie sfery życia; przeceniać tę duchową, nie doceniając materialnej, albo nie doceniać spraw związanych z duchowością, podkreślając wyłącznie wymiar materialny posługi w Kościele. Jezus w tej rozmowie z uczniami próbuje wyjaśnić, że obie sfery się wzajemnie uzupełniają. Chce im pokazać, jak ważna jest ofiara, która wypływa z rzeczywistej wdzięczności Bogu i jest owocem relacji z Ojcem.
Kiedy myślimy o wierze, bardzo łatwo jest nam sprowadzić tę sferę życia tylko do różnego rodzaju modlitw, rytów czy obrzędów. Jezus często zarzucał faryzeuszom, że choć są bardzo pobożni, modlą się wiele razy w ciągu dnia, poszczą i dają jałmużny, to to wszystko nie wynika ze spotkania z Bogiem, który jest Ojcem i kocha człowieka. To są tylko akty religijne bez odniesienia do Stwórcy. 
Myliłby się ten, kto by myślał, że faryzeizm nie zagraża też nam. Także w Żywym Różańcu możemy przeakcentować obowiązek modlitwy i zewnętrzne praktyki, jednocześnie zapominając o tym, że modlitwa ma zmieniać życie. Założycielka Żywego Różańca bł. Paulina Jaricot miała głębokie przekonanie, że różaniec nie może być tylko odmawianiem modlitw, ale ma bardzo mocno wpływać na zmianę życia, która winna prowadzić do uczynków miłosierdzia. Dlatego od samego początku łączyła modlitwę z ofiarą, która jest konkretnym owocem spotkania z Bogiem. Już w młodości bardzo wyraźnie odkryła swoje zaangażowanie w promocję i wspieranie misji jako owoc modlitwy. Uważała, że nie można mówić, iż kogoś się kocha, jeśli za tymi słowami nie idą czyny. 

Miłość, nie obowiązek
Jezus w innym miejscu Ewangelii wyraźnie pokazał uczniom przykład ubogiej wdowy (por. Łk 21, 1-4). Owa kobieta tak bardzo kochała, że była w stanie oddać w ofierze wszystko, co miała na swoje utrzymanie. Była przekonana, że Bóg zatroszczy się o nią ‒ tak wielka była jej wiara. Jezus nieustannie wskazuje nam, że modlitwa będzie wtedy owocna, jeśli będzie wynikała z miłości, a nie tylko z obowiązku spełniania pewnych praktyk. 
Św. Jan Paweł II w liście o różańcu pisał wprost o uczeniu się od Maryi. „Pierwszy ze «znaków», jakie uczynił Jezus – przemienienie wody w wino na weselu w Kanie – ukazuje nam Maryję właśnie w roli Nauczycielki, gdy zachęca sługi do wykonania poleceń Chrystusa (por. J 2, 5). Możemy sobie wyobrazić, że taką funkcję spełniała Ona wobec uczniów po wniebowstąpieniu Jezusa, gdy pozostała z nimi, oczekując na Ducha Świętego, i umacniała ich w pierwszej misji. Przechodzić z Maryją przez sceny różańca, to jakby być w «szkole» Maryi, by czytać Chrystusa, by wnikać w Jego tajemnice, by zrozumieć Jego przesłanie”. 
Czasami odnoszę wrażenie, że niektóre osoby myślą, iż Żywy Różaniec polega tylko na odmówieniu dziesiątka różańca dziennie. Oskarżają się nierzadko, że nie mieli czasu na modlitwę. Przykład Założycielki pokazuje wyraźnie, że Żywy Różaniec ma zdecydowanie głębsze znaczenie w życiu człowieka. Modlitwa i rozważanie tajemnic z życia Jezusa i Maryi mają prowadzić do uwrażliwienia serca na potrzeby drugiego człowieka. Miłość wyrażona przez ofiarę staje się wyraźnym naśladowaniem Mistrza. 

Oddychać uczuciami Chrystusa
Dzięki świadectwu tych, którzy odmawiają różaniec i czynnie kochają, wielu ludzi może doświadczyć, że zdanie „Bóg jest miłością” nie jest pustym sloganem, ale rzeczywistością, która zmienia życie. Św. Jan Paweł II w liście o różańcu podkreśla, że „na duchowej drodze różańca, opartej na nieustannym kontemplowaniu – razem z Maryją – Chrystusowego oblicza, ten wymagający ideał upodabniania się do Niego, jest osiągany przez obcowanie, które moglibyśmy nazwać przyjacielskim. Wprowadza nas ono w naturalny sposób w życie Chrystusa i pozwala nam jakby oddychać Jego uczuciami”. 
Oddychanie uczuciami Jezusa jest wyraźnym owocem modlitwy różańcowej. Dzięki tej bliskości Jezusa Maryja była w stanie pobiec do swojej krewnej Elżbiety i służyć jej, kiedy ona Jej najbardziej potrzebowała. Także my dzięki kontemplacji Jezusa i Maryi w modlitwie różańcowej możemy służyć tak, jak każdy z nas potrafi. Ostatnie miesiące pokazały, że umiemy wznieść się na wyżyny służby drugiemu człowiekowi. Potrafimy nie zważać na własne niedomagania i trudną historię, ale z pełną miłości inicjatywą przychodzić z pomocą tym, którzy muszą uciekać ze swoich domów z powodu wojny. 
Jestem przekonany, że ta niesamowita sieć miłości i solidarności międzyludzkiej jest owocem naszej modlitwy różańcowej. Różaniec uczy tej równowagi między sferą duchową a materialną. Dzięki żywej relacji z Chrystusem nasze czyny miłosierdzia nabierają głębokiego sensu. Różaniec uczy nas, że nie możemy być jak faryzeusze, którzy spełniają tylko pewne praktyki, jednocześnie nie możemy jako Kościół ograniczać się do bycia kolejną wielką organizacją charytatywną. Spotkanie z Chrystusem i Jego Matką w modlitwie różańcowej rodzi miłość, którą możemy się dzielić z innymi.  


Punkty do refleksji     
1. Czy kiedy modlę się na różańcu, widzę siebie w szkole Maryi – szkole miłości?
2. Czy modlitwa różańcowa rodzi we mnie pragnienie dzielenia się z innymi, składania ofiary dla potrzebujących?

KS. DR ŁUKASZ WIŚNIEWSKI MIC
 

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!
* pole wymagane