Na peryferiach świata


U zarania chrześcijaństwa, jak podaje Didache, wspierano podróżnych, ale tylko przez trzy dni. Dla chcących zostać szukano pracy. Przestrzegano zaś przed tymi, którzy nie chcieli pracować. 

Gwieździste niebo, środek nocy. Względny spokój został przerwany przez ujadanie psów, krzyki żołnierzy oraz płacz kobiet. Matki z bólem serca wołają: „Nie zabierajcie mi mojego synka!”. Żołnierze zaś wchodzą do kolejnych domów, budzą mieszkańców i wyciągają niemowlęta. Atmosfera grozy narasta. Tak mogła wyglądać sytuacja w Betlejem krótko po narodzinach Jezusa. Z powodu siepaczy Heroda Święta Rodzina musiała uciekać do Egiptu, czyli miejsca dla Żydów szczególnego, bo kojarzyło się ono raczej z niewolą niż z wybawieniem. Maryja, Józef i mały Jezus musieli opuścić relatywnie bezpieczne miejsce i udać się w nieznane – bez środków do życia, bez żadnych zabezpieczeń. Dzisiaj pewnie byłby to obóz dla uchodźców, a w najlepszym wypadku dzielnica nędzy. 

Życzliwość
Papież Franciszek wielokrotnie zwracał uwagę na los ludzi na peryferiach świata, migrantów zmuszonych przez wojnę albo brak środków do ucieczki ze swoich domów i poszukiwania lepszego życia poza granicami własnego kraju. Na początku naszego rozważania spróbujmy zostawić na boku politykę i wszystko, co jest z nią związane. Choć kryzys migracyjny jest bardzo często wykorzystywany politycznie i medialnie, starajmy się zobaczyć tę rzeczywistość Bożymi oczami. 
Kiedy papież w 2015 r. sformułował intencję: „Aby migranci i uchodźcy spotykali się z dobrym przyjęciem i byli traktowani z szacunkiem w krajach, do których przybywają”, nie chciał włączać się w spory polityków, ale pragnął, abyśmy zobaczyli człowieka, który doświadcza niesprawiedliwości i jest zmuszony – jak Święta Rodzina – szukać pomocy poza granicami swojego państwa. Ojciec Święty sam pochodzi z rodziny włoskich emigrantów osiadłych w Argentynie. Osoby żyjące z konieczności w innym kraju – czy z powodów politycznych, ekonomicznych, czy naukowych – dobrze wiedzą, że bardzo często najtrudniejszą sprawą jest wyobcowanie. Dobre przyjęcie i życzliwość jest lekarstwem na samotność i problemy adaptacyjne.

Oblicze Chrystusa
W orędziu na 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy w 2020 r. papież napisał takie zdanie: „W każdym z nich jest obecny Jezus zmuszony, jak w czasach Heroda, do ucieczki, aby siebie ocalić. Jesteśmy wezwani, by w ich twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25, 31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go spotkać, miłować i służyć Mu”. Rozpoznanie oblicza Jezusa jest kluczowe w spotkaniu z drugim człowiekiem, szczególnie ubogim i odrzuconym. 
Nieustannie pozostaję pod wrażeniem historii Andrzeja Dung-Lac, męczennika wietnamskiego z XIX w. Kiedy był małym chłopcem, jego rodzice zostali zmuszeni do zostawienia własnego domu na wsi. Wyjechali do stolicy – Hanoi. Tam zajęli się pracą, a ich syn błąkał się po ulicach miasta. Pewien katecheta spotkał go, zapewnił mu schronienie i jedzenie. To świadectwo miłości spowodowało, że młody chłopak zaczął się uczyć podstaw wiary chrześcijańskiej i przyjął chrzest. Doświadczenie przyjęcia i bezinteresownej miłości zrodziło w nim wiarę w Jezusa i pozwoliło ostatecznie oddać za Niego życie.
Podobne sytuacje możemy spotkać i dzisiaj. Do mariańskiego Oratorium dla dzieci w Karagandzie może przyjść każde dziecko. Może się ogrzać w zimowe dni, zjeść gorący posiłek. Tak zaczynają się historie wielu. Jeden z nich – Sher pochodzący z rodziny muzułmańskiej – trafił do Oratorium dzięki wspólnocie. W wieku 18 lat przyjął chrzest, a teraz przygotowuje się do sakramentu małżeństwa. 

Modlitwa i wsparcie
Wielu z nas może sobie stawiać pytanie, jak ja mogę pomóc tym wszystkim ludziom, którzy muszą uciekać ze swoich krajów, którzy koczują w obozach dla uchodźców. Przecież nie pojadę rozdawać żywności, nie mam też jak przyjąć ich do swojego mieszkania, ponieważ żyję ze swoimi bliskimi na zbyt małym metrażu. Ponadto dochodzi strach przed tym, czy osoby przybywające nie mają złych zamiarów. 
Bóg pragnie nas obdarzać łaską burzenia murów w sercach. Modlitwa różańcowa stanowi okazję do przyjrzenia się swojemu życiu, czy w moim sercu nie ma blokady, która mnie zamyka na drugiego człowieka, czy przypadkiem nie jestem jak kapłan i lewita z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, którzy odwracają oczy od potrzeby bliźniego. Otwarte serce i oczy znajdą sposób –
od ofiarowania modlitwy czy cierpienia po wspieranie dobrych i sprawdzonych organizacji, które rzeczywiście pomagają człowiekowi. Nie trzeba pokazywać się w telewizji, na granicach czy w obozach dla uchodźców, żeby stawać się faktycznie apostołem jedności dla tych, którzy są odrzuceni, zmuszeni do migracji. Miłość jest cicha, ale jednocześnie bardzo skuteczna w niesieniu pomocy.  

Punkty do refleksji 
z orędzia papieża Franciszka na 107. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy

1. „Historia zbawienia dostrzega zatem pewne «my» na początku i pewne «my» na końcu, a w jej centrum znajduje się tajemnica Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, «aby wszyscy stanowili jedno» (J 17, 21)”.
2. „Do wszystkich mężczyzn i kobiet na świecie kieruję mój apel, abyśmy podążali razem ku coraz szerszemu «my», abyśmy odbudowali rodzinę ludzką, by razem tworzyć naszą przyszłość sprawiedliwości i pokoju, upewniając się, że nikt nie zostanie wykluczony”.

Ks. Łukasz Wiśniewski MIC

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!
* pole wymagane