Patrzeć miłosiernymi oczami


Chrześcijanin wszystko, co ważne w jego życiu, powinien zaczynać od modlitwy. Na samej jednak modlitwie nie można poprzestawać. Kiedy bowiem szczerze modlimy się do Boga, coraz wyraźniej dostrzegamy naszych bliźnich, szczególnie tych, którzy potrzebują pomocy.

Ks. Łukasz Wiśniewski MIC dla "Miesięcznika Różaniec"

Kiedy wyjeżdżałem na studia do Rzymu, nie znałem praktycznie żadnego słowa po włosku. Po przyjeździe od razu poszedłem do szkoły. Nauka szła mi dość dobrze i po  ponad dwóch miesiącach rozumiałem prawie wszystko, co do mnie mówiono. Problem pojawiał się wtedy, kiedy sam musiałem coś powiedzieć. Gdy po kilku miesiącach pojechałem do parafii i musiałem bez przygotowania wygłosić kazanie do dzieci po włosku, wtedy przestałem się przejmować i zacząłem odważnie, choć czasami nieskładnie, mówić po włosku.

Jak widać znajomość języków obcych może być czynna i bierna. Podobnie jest z naszą wiarą. Możemy wszystko rozumieć, ale nie realizować tego w codzienności. Paulina Jaricot, założycielka Żywego Różańca, bardzo dobrze znała tę prawdę. Dlatego dążyła do tego, żeby Ewangelia była znana nie tylko biernie, lecz także była widoczna w czynnej postawie miłosierdzia.

Zaangażowanie społeczne

Paulina od początku swojego życia była wyjątkowo wrażliwa na drugiego człowieka. Jej dziecięcy zapał misyjny wynikał z pragnienia pomagania braciom w dalekiej Azji, ale także ubogim z najbliższego sąsiedztwa, z robotniczych dzielnic Lyonu. Była głęboko przekonana, że prawdziwy chrześcijanin nie tylko spotyka się ze swoim Bogiem, lecz także stara się widzieć Go w drugim człowieku i kochać przez uczynki miłosierdzia.

Paulina działała na rzecz całej społeczności, dając świadectwo miłości chrześcijańskiej. Jednym z jej pomysłów był Bank Niebieski, który miał odpowiadać na potrzeby ubogich. Celem tej instytucji miało być udzielanie „darmowych pożyczek” popadającym w trudności. Nierzadko bowiem kłopoty finansowe i brak pracy odzierają człowieka z godności.

Założycielka Żywego Różańca pragnęła, żeby „praca pozwalała doświadczać, że w każdym stanie stworzonym przez Boga dostępne są proste sposoby zbawienia. Owi robotnicy, umocnieni zmaganiami z sobą, dzięki wszechmocnej cnocie Jezusa-Robotnika będą mogli mierzyć się z ludzkimi namiętnościami, aby je pokonać i pomóc swoim braciom się od nich uwolnić”. Paulina była głęboko przekonana, że zaangażowanie społeczne musi wypływać z modlitwy, a jej pięknym owocem będzie przywracanie Boga człowiekowi i ludzi sobie nawzajem.

Postawa aktywnego miłosierdzia

Żyjemy w czasach postępującej laicyzacji. Widzimy, że w wielu regionach Polski, szczególnie w dużych miastach, coraz mniej ludzi identyfikuje się z Kościołem i wiarą chrześcijańską. Rodzi to potrzebę czynnej znajomości Ewangelii. Nie powinniśmy zamykać się w oblężonej twierdzy, narzekać na młode pokolenie albo szukać wrogów, z którymi moglibyśmy walczyć. Rozważanie tajemnic różańcowych oraz wpatrywanie się w przykład założycielki Żywego Różańca uzdalnia do tego, aby owoce naszej modlitwy stawały się widoczne w naszych społecznościach lokalnych.

Odpowiedzią na odchodzenie wiernych od Kościoła powinna być nasza modlitwa oraz pełne życzliwości dzieła miłosierdzia. Papież Franciszek, kiedy ogłaszał Rok Miłosierdzia, prosił o przemyślenie na nowo sensu uczynków miłosierdzia. I nie chodziło mu o intelektualną refleksję, ale o poszerzenie serca, abyśmy mogli widzieć więcej, aby nasze oczy były bardziej wnikliwe oraz uważne na potrzeby braci i sióstr.

Nierzadko nasze wspólnoty różańcowe przeżywają różnego rodzaju trudności. Czasami brakuje osób do pełnej róży, innym razem pojawiają się nieporozumienia lub zwykłe zniechęcenie. Modlitwa różańcowa zaprasza nas do patrzenia Bożymi oczami. Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszyć, chorych nawiedzać i umarłych pogrzebać – to uczynki miłosierne względem ciała, które wydają się dość oczywiste. Jednak codzienny pęd życia powoduje, że możemy mówić, iż w naszym otoczeniu przecież nie ma nikogo spragnionego, głodnego, tym bardziej nagiego lub więźnia. Do chorych jesteśmy tak przyzwyczajeni, że nawet zapominamy ich odwiedzać, a o zmarłych może nam się przypominać tylko na początku listopada. Tym bardziej modlitwa różańcowa zaprasza do odkrywania nowych pól zaangażowania w miłości chrześcijańskiej.

Ilu jest głodnych miłości, dobrego słowa czy nawet uśmiechu, ilu spragnionych rozmowy, ilu nagich, odartych z godności, odrzuconych przez wszystkich albo spętanych słabościami i grzechami. Niektórzy oczekują od nas zwykłej obecności. Maryja, która biegnie do Elżbiety, daje nam wzór działania z perspektywy miłosierdzia. Maryja stojąca pod krzyżem to wzór obecności przy drugim człowieku, tym opuszczonym i cierpiącym. Matka Boża przez całe swoje życie ukazuje nam postawę aktywnego miłosierdzia.

Modlitwa przekuwana w czyn

Modlitwa różańcowa, czyli kontemplacja życia Jezusa i Maryi, pozwala poszerzać naszą otwartość na potrzeby duchowe naszych braci i sióstr. Uczynki miłosierne względem duszy – czyli wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzesznych upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy darować oraz modlić się za żywych i umarłych – są drogowskazami w trudach naszego codziennego świadectwa.

Papież Franciszek napisał, że „zostaniemy zapytani, czy pomogliśmy bliźnim wyjść z wątpliwości, które sprawiają, że człowiek zaczyna się bać, i które stają się źródłem samotności; czy byliśmy zdolni do przezwyciężenia ignorancji wobec milionów osób, a przede wszystkim dzieci pozbawionych koniecznej pomocy, aby wyjść z biedy; czy byliśmy blisko tego, kto jest samotny, uciśniony, czy przebaczyliśmy temu, kto nas obraził i odrzuciliśmy każdą formę zachowania urazów i nienawiści, które prowadzą do przemocy; czy byliśmy cierpliwi na wzór Boga, który jest tak bardzo cierpliwy wobec nas; i wreszcie czy powierzaliśmy Panu na modlitwie naszych braci i siostry”.

Chrystus jest obecny w tych „najmniejszych”. Nasza wspólnota różańcowa jest jakby poligonem doświadczalnym stwarzającym wyjątkowe okazje do tego, aby wychodzić ze strefy własnego komfortu, z naszego pokoju, w którym się modlimy, i świadczyć prostymi środkami. Jak zachęca nas Paulina Jaricot, modlitwę należy przekuwać w czyn, stając się autentycznymi świadkami tego, co rozważamy w tajemnicach z życia Jezusa i Maryi. Osobiste świadectwo tych, którzy się modlą i dzięki temu wychodzą do drugiego człowieka, jest jedną z form nowej ewangelizacji.

ZADANIA NA LISTOPAD

Pomodlę się za te osoby, które sprawiają mi szczególne trudności. Przez kolejne dni ofiaruję za nie dodatkowo modlitwę Pod Twoją obronę.

Spróbuję zobaczyć w swoim otoczeniu osoby, które potrzebują obecności lub dobrego słowa. Postaram się bezinteresownie ofiarować swój czas, rozmowę lub uśmiech jako owoc mojej modlitwy.

 

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!