Piękne zwieńczenie życia


Przed śmiercią trzeba przebaczyć i prosić o przebaczenie. Victor E. Frankl powiedział, że „bez względu na okoliczności życie ludzkie nigdy nie traci sensu i na ten nieskończony sens życia składają się także cierpienie i umieranie, nędza i śmierć”. Umieranie jest nieodzownym elementem życia. Elisabeth Kübler-Ross nazwała wręcz ten okres „ostatnim etapem rozwoju”. Czas ten nie musi być bowiem stracony, ale może pomóc nam w dążeniu do doskonałości.

Warunkiem godnego przeżycia okresu umierania jest jego świadomość. Tylko świadome umieranie pozwala na pięknie uwieńczenie swojego życia. Jest to bowiem moment podsumowania ziemskiej egzystencji. Jednocześnie jest to okazja do przygotowania się do nieznanego. Elisabeth Kübler-Ross nazwała go „ostatnim odpoczynkiem przed długą podróżą”. Jest to podróż do Boga, który nam zaufał, dając czas na rozwój darów i talentów, jakie w każdym złożył.

Chory w obliczu nieuchronności zbliżającej się śmierci nie od razu się na nią zgadza. Najpierw przechodzi przez trudny okres zaprzeczenia, desperacko szukając uzasadnienia błędności diagnozy. Kiedy jednak dociera do niego prawda o nieuleczalności śmiertelnej choroby, rodzi się w nim gniew wobec tego „zrządzenia losu”. Chory wchodzi w spór z Bogiem, wyrzucając z siebie żal i bunt wobec wyroku, który wydaje mu się tak niesłuszny. Przypomina to zmaganie Jakuba z Panem Bogiem. Jakub nie tylko się gniewał, ale wręcz zaprzeczał, że jest kochany przez swojego Stwórcę. W tym stanie, jak w żadnym innym, potrzebne jest ciepło, wyrozumiałość i trwanie przy chorym. Rozmowa z Bogiem, choć szorstka, jest przecież czystą i szczerą modlitwą. Na tym jednak nie koniec. Potem przychodzi czas przygnębienia. Wydaje się, że już nic dobrego nie może się wydarzyć, że nie ma szans na dobre rozstrzygnięcie zaistniałej sytuacji. Aż wreszcie następuje etap pogodzenia się z nią, akceptacji śmierci. Śmierć nie jest już wtedy straszna, nie jest problemem, ale jest drogą do jego rozwiązania.

Najważniejszy w tym okresie jest aspekt przebaczenia i pojednania. Najpierw konieczne jest przebaczenie samemu sobie – stanięcie w prawdzie o sobie i zdanie przed sobą rachunku z przeżytych dni. To pogodzenie się ze swoją małością, ułomnością, znikomością i grzechem jest warunkiem otwarcia się na łaskę Bożego miłosierdzia. Prowadzi nas ono także do  prawdy o naszej całkowitej zależności od Pana. Pozwala nam też w pełni pokochać  samego siebie. To zaś oznacza wybaczyć samemu sobie, czyli zmierzyć się z nieporadnością i marnotrawstwem chwil życia, aby stanąć w świetle Ducha Świętego. Jest to ostatnia szansa by wypowiedzieć kilka słów, których nie można było wykrztusić z siebie przez lata. To czas niezapomnianych gestów, dotyku i uścisku dłoni mówiących: „dziękuję”, „proszę” i „przepraszam”.
Dopiero wtedy rodzi się potrzeba wybaczenia innym. Zadawnione urazy są okazją do ostatnich pożegnań. Łagodność i spokój przychodzą wraz z pojednaniem z najbliższymi, jak i z odwiecznymi wrogami. Nieuporządkowany spór z Bogiem ustępuje trudnemu, ale cichemu, powierzeniu się Jego nieskończonemu miłosierdziu. Wiąże się to z wypowiadaniem bez słów frazy z Modlitwy Pańskiej: „przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6,12).

Hospicjum, w którym ludzie żegnają się z życiem, powinno stać się „przytuliskiem ostatecznym dla ludzi dna człowieczeństwa”, a więc dla absolutnie samotnych, nad którymi zawisła pogarda społeczeństwa oraz których dotknęła niewydolność systemu opieki zdrowotnej. Ludzi tych należy szukać, wyławiać… W Polsce liczba zgonów z powodu chorób przewlekłych wynosi 320 tys., a na choroby nowotworowe umiera rocznie ok. 80 tys. Tylko 60% chorych, którzy wymagają opieki paliatywnej, jest nią objętych. Hospicjum Domowe Zgromadzenia Księży Marianów roztacza opiekę nad ok. półtora tysiąca osób, oraz nad ok. 80  osieroconych dzieci. Prowadzi także szeroką działalność edukacyjną i promocyjną.

Więcej, w Z Niepokalaną (Zima, nr 92, 2017, s. 11) Tutaj
 

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!