Potok informacji czy spotkanie?
Przez wieki można było łatwo odróżnić twórców, artystów i dziennikarzy, którzy dostarczali różnego rodzaju treści, od odbiorców. Ten ustalony porządek powodował, że twórcy czuli się odpowiedzialni za to, by rozpowszechniać dobre treści, które służyłyby odbiorcom. Wraz z nastaniem internetu i mediów społecznościowych sytuacja się zmieniła. Ten odwieczny podział został zaburzony.
Potrzeba mądrości serca
Kiedy udostępniam na WhatsAppie jakiś filmik, na przykład religijny, sam staję się zarówno odbiorcą, jak i przekazicielem treści dla innych. W świecie, w którym każdy może być użytkownikiem publikującym, a przekaz za jednym kliknięciem trafia do tysięcy odbiorców, coraz trudniej odróżnić prawdę od półprawdy, Ewangelię od jej karykatury, wiarę od emocjonalnego komentarza. Współczesny chrześcijanin staje przed zadaniem nie tylko obrony wiary, lecz także rozeznawania. Ważne, byśmy wybierali treści, które nie niszczą życia duchowego. Obrona wiary to dzisiaj nie akademicki spór, lecz codzienny wybór odnośnie do tego, co czytam, czego słucham, komu daję prawo, by kształtował mój sposób myślenia.
Papież Benedykt XVI podkreślał, że wiara nie jest owocem emocji ani przyzwyczajenia, lecz udziałem w wydarzeniu, spotkaniem z Osobą, która nadaje życiu nowy sens, poszerza horyzont. Aby jednak spotkać Jezusa w świecie mediów, potrzebna jest mądrość serca. Inaczej mówiąc, chodzi o uczenie się komunikacji, która prowadzi do spotkania dwóch osób, a nie tylko zalewania innych treściami. Kiedy wysyłam wiele wiadomości do swoich znajomych, to jeszcze nie oznacza, że się z którymś z nich prawdziwie spotykam. Spotkanie i rozmowa to coś więcej niż tylko wiele postów wysyłanych do wszystkich odbiorców z książki adresowej, co jest sytuacją podobną do tej, gdy ktoś po godzinie monologu stwierdza, że pięknie sobie porozmawialiśmy. Niestety w tym wypadku, mimo dobrego samopoczucia jednej strony, spotkanie nie miało miejsca. Umiejętność spotykania się powinniśmy cały czas ćwiczyć. Jezus uczy nas w Ewangeliach słuchania i odpowiadania drugiemu człowiekowi, tak by naprawdę nastąpiło spotkanie.
Kształtowanie postaw
Dzisiejsze media nie tylko informują, lecz także odpowiadają za kształtowanie postaw. Dlatego Kościół w dokumencie Kościół a internet z 2002 r. przestrzega, że przestrzeń cyfrowa, jeśli nie jest przeniknięta Ewangelią, staje się nową wieżą Babel, gdzie miesza się języki i intencje ludzi. Dobra i rzetelna wiedza na temat fundamentów wiary oraz jej właściwa obrona w epoce cyfrowej nie polega na dostrzeganiu wszędzie zła, zwracaniu wszystkim uwagi, wypominaniu, lecz na świadectwie – na obecności człowieka wierzącego, który nie tylko mówi o Bogu, lecz także komunikuje się w Jego Duchu. Jest świadkiem spotkania, którego uczył Jezus w Ewangelii. Chrystus nie bał się rozmawiać z odrzuconymi oraz z tymi, którzy odrzucali.
Młodzi ludzie szukają dziś w mediach odpowiedzi na pytania natury duchowej. Zdumiewające jest, jak wielu z nas pyta sztuczną inteligencję o zagadnienia dotyczące życia duchowego i Boga, o kwestie związanie z relacjami oraz zdrowiem fizycznym i duchowym. W tym miejscu pojawia się problem odpowiedzialności ludzi wierzących. Każdy z nas, udostępniając artykuł, film czy komentarz religijny, bierze udział w ewangelizacji. Pytanie, które warto sobie zadać, dotyczy zarówno ilości, jak i jakości treści, które wysyłamy swoim bliskim. Czy to zbliża nas do Chrystusa, czy tylko wzmacnia emocje lub uprzedzenia? Papież Franciszek mówił, że nie wolno nam zapominać, iż słowo może budować mosty lub je palić.
Trudny proces rozeznawania
Obrona wiary wymaga dziś rozeznania. Nie każda treść oznaczona krzyżem, nie każdy cytat przypisywany papieżowi służy budowaniu wiary i wzrastaniu w miłości. Dobrze wiemy, że niegdyś w imię wiary płonęły stosy, kiedy zastępowano ją ideologią. Obrona wiary nie może przekształcać się w fundamentalizm, zawsze należy pamiętać o postawie Jezusa. Św. Paweł przypomina: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie” (1 Tes 5,21). Trzeba więc nie tylko bronić wiary, lecz także uczyć się krytycznego odbioru mediów. Oznacza to sprawdzanie źródeł, unikanie stron o wątpliwej wiarygodności i – co najważniejsze – konfrontowanie każdej informacji z Ewangelią i nauczaniem Kościoła.
Dobre treści nie rzucają się w oczy. Często są ukryte, wymagają cierpliwego wyszukiwania – jak ewangeliczna perła ukryta w roli. Znalezienie ich wymaga czasu i ciszy. Może więc warto, jak Jezus, wyjść na miejsce pustynne, by tam się modlić (por. Mk 1,35), odłożyć telefon, by wrócić do źródła – do słowa Bożego. Bo tylko w świetle Ewangelii możemy właściwie ocenić to, co do nas dociera.
Warto czerpać ze sprawdzonych źródeł: oficjalnych portali poszczególnych diecezji, kanałów znanych duszpasterzy, stron watykańskich, katolickich mediów formacyjnych. To nie zamykanie się na świat, ale uczenie się patrzenia oczyma wiary. Dobra formacja i rozwijanie własnej wiedzy na tematy religijne pozwalają promować dobre treści w sieci, a przez to pomagać innym w spotkaniu z Chrystusem. Jan Paweł II pisał w Orędziu na XXXVI Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu: „Nie ulega zatem wątpliwości, że internet – choć nigdy nie zdoła zastąpić głębokiego doświadczenia Boga, które dostępne jest jedynie na drodze żywego, liturgicznego i sakramentalnego uczestnictwa w życiu Kościoła – jako ważne uzupełnienie może pomóc zarówno w przygotowaniu na spotkanie z Chrystusem we wspólnocie, jak i w stawianiu pierwszych kroków na drodze wiary”.
Apologia wiary w mediach to nie tyle obrona przed światem, ile świadome uczestnictwo w nim – z sercem wypełnionym Ewangelią i poddanym refleksji rozumu, by odróżnić dobro od zła. Jeśli każdy chrześcijanin potraktuje poważnie swoje „cyfrowe apostolstwo”, media staną się przestrzenią świadectwa.
Punkty do refleksji
1. Czy treści, które udostępniam, budują wiarę moją i innych?
2. Czy potrafię podjąć „post informacyjny”, by oczyścić serce i umysł?
ks. dr Łukasz Wiśniewski MIC