Szczęście doczesne czy wieczne?


Każdy z nas doświadcza rozmaitych trudów i nieprzyjemności. Czy także wtedy pamiętamy, że Bóg jest dobry i jest przy nas w każdej chwili?

W filmie Kto nigdy nie żył jest bardzo przejmująca scena, kiedy główny bohater ‒ ks. Jan ‒
odwiedza śmiertelnie chorego człowieka. Po krótkiej wstępnej rozmowie chory wypowiada bardzo znamienne słowa ‒ prosi księdza, aby ten nie mówił mu, że Bóg go kocha, bo dla niego jest za późno na umowę z Najwyższym. Ksiądz, lekko zdziwiony, pyta, o jaką umowę chodzi. Na co leżący na łóżku chory mówi, że chodzi o pakt z Bogiem: „Ja ci paciorek, Ty mi dach nad głową, ja celibat, ty mi zdrowie, ja pokutę, ty mi długie życie”. 

Odkryć sens
Długo zastanawiałem się nad tym dialogiem z filmu, ponieważ bardzo często my podobnie podchodzimy do cierpienia i choroby. Łatwo przychodzi nam traktować je jak karę za grzechy, nierzadko myślimy, że Pan Bóg nie wywiązuje się ze swojej części umowy, bo przecież nas powinno to wszystko ominąć. Modlimy się przecież, chodzimy do kościoła itd. Najczęściej zdrowi, kiedy spotykają chorych, z dużą łatwością przekonują, że cierpienie uszlachetnia. Wierzę, że bardzo trudno słuchać takich słów, kiedy ból przenika całe ciało. Musimy pamiętać, że choroba i cierpienie nie są stworzone przez Boga. One są owocem grzechu pierworodnego, tej pierwotnej niezgody na Boży porządek na ziemi. Św. Jan Paweł II napisał, że „radość pochodzi z odkrycia sensu cierpienia”. Jakże to trudne zadanie, kiedy doświadczamy bólu i bezradności. Jednak nie jesteśmy sami w tym doświadczeniu. Również Założycielka Żywego Różańca (ŻR) bł. Paulina Jaricot przez całe życie doświadczała różnych rodzajów cierpień, które z jednej strony pomagały jej odkryć Boże oblicze i przywracały pokój serca, ale z drugiej ‒ powodowały ogromny ból, a czasami wręcz pokusę poczucia opuszczenia przez wszystkich. 

Zobaczyć prawdę o sobie
Piętnastoletnia Paulina bardzo chętnie kosztowała uciech i przyjemności życia, uważała się za osobę z wyższych sfer, za wzór elegancji wśród swoich koleżanek. Szybko odkryła, że otaczający ją świat daje wiele przyjemności i okazji do zabawy. Jednocześnie zapominała o obietnicach, które składała Bogu. W czasie, gdy uwielbiała życie pełne tańca i zabawy, Bóg stawał się jej do niczego niepotrzebny. Pewnego dnia weszła na taboret, aby sięgnąć coś z półki. Wtedy nagle spadła na podłogę i dotkliwie się potłukła. Lekarze wprawdzie przywrócili jej sprawność w takim stopniu, że mogła się poruszać, jednak wciąż nie panowała nad własnymi ruchami, chodziła bezradnie, miała różnego rodzaju tiki. W końcu zaczęła się bardzo wstydzić swojego ciała, nad którym nie panowała. I choć mówiła, że nic jej nie jest, coraz bardziej zamykała się w sobie. Była załamana, czuła się tak, jakby została ukarana przez Boga.
Wszystkie przyjemności stały się dla niej nagle niedostępne. Uważała, że nie może stanąć w takim stanie przed swoimi koleżankami. Dzięki staraniom matki i rodzeństwa udało się jej spotkać na modlitwie z ukrzyżowanym Chrystusem. Swoje cierpienie ciała i ducha Paulina oddała Bogu, zobaczyła prawdę o sobie, o tym, jak łatwo jej było odchodzić od Stwórcy. Dzięki pojednaniu z Bogiem w sakramencie pokuty dostąpiła uspokojenia duszy. Zdrowie ciała powoli wracało, ale ona była już przemieniona, oddała się Niepokalanej Matce.

Z Chrystusem w cierpieniu
Życie Pauliny było naznaczone cierpieniem. Czuła się oszukana i odrzucona, szczególnie w drugiej połowie życia. Chciała pomagać wielu osobom, miała ogromne pragnienie, aby wyrównywać szanse, dawać możliwość tym, którzy są biedni, aby się kształcili, by mogli zarabiać godnie na utrzymanie swoich rodzin. Założyła Bank Niebieski, instytucję oferującą darmowe pożyczki, ponadto przedsiębiorstwo, które miało być miejscem, gdzie można godnie pracować i zarabiać. Jednak jej dobre i szlachetne intencje zostały wykorzystane przez oszustów i koniec końców straciła cały majątek. Umarła samotnie opuszczona przez przyjaciół. 
Paulina, pomimo tego, że założyła Dzieło Rozkrzewiania Wiary i ŻR, bardzo szybko zrozumiała, że te nawet dzieła, które prowadzą do Boga, nie dają gwarancji życia bez problemów i cierpień. Kiedy umarła, znaleziono przy niej dwie kartki adresowane do Matki Bożej i do św. Józefa. Na pierwszej z nich napisała: „Matko, pragnę jak najpełniej poznać cierpienia mojego Zbawiciela”. A na drugiej: „Święty Józefie, wyjednaj mi, abym szczerze, wspaniałomyślnie i z całego serca przebaczyła tym wszystkim, którzy mnie zranili”. Bardzo łatwo w sytuacji, kiedy doświadczamy podobnego cierpienia i odrzucenia, stawać przed Bogiem i pytać: „Dlaczego to mnie spotkało?”. Życie Pauliny jasno pokazuje, że warto zadawać inne pytanie, na które możemy uzyskać odpowiedź: „Czego Pan Bóg oczekuje ode mnie w tej sytuacji?”. 
Bł. Paulina Jaricot za każdym razem łączyła osobiste cierpienie z cierpieniem Jezusa i nieustannie rozeznawała wolę Boga. Pomimo cierpienia była wierna do końca Panu, nie licząc na szczęście doczesne, ale wieczne. 

Punkty do refleksji     
1. Jaki jest mój obraz Boga w chwilach, kiedy doświadczam choroby, cierpienia czy odrzucenia?
2. Kiedy ostatnio ofiarowałem swoją obecność komuś choremu i cierpiącemu?

Ks. dr Łukasz Wiśniewski MIC

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!
* pole wymagane