Wakacje dla dzieci w Karagandzie (Kazachstan)


Katarzyna Matusz-Braniecka: Wakacje z Panem Bogiem, to hasło kolonii wakacyjnych dla dzieci. Co dla nich przygotowaliście?

Ks. Grzegorz Burdyński MIC*: Organizowane przez nas wypoczynki dla dzieci i młodzieży odbywają się w ciągu wakacji, czyli w czerwcu i lipcu. W Karagandzie wakacje zaczynają się wcześniej – zakończenie roku szkolnego jest 25 maja i trwają trzy miesiące. Przez pierwsze dwa miesiące odbywają się tzw. obozy dzienne, bez noclegu. Dzieci przychodzą na zorganizowane dla nich zajęcia trzy razy w tygodniu. Biorą udział w różnych zabawach, spotkaniach tematycznych i katechezach. W tym czasie, co jest bardzo ważne dla tych dzieci, dostają gorące obiady składające się z dwóch dań, często z deserem. One nie jadają w ten sposób w swoich domach, ponieważ rodziców nie stać, by dawać im pełny posiłek. W domach rodzinnych głównym pokarmem jest zazwyczaj chleb i ziemniaki. U nas dostają pełny obiad dwudaniowy. Ostatnia zorganizowana przez nas kolonia zakończyła się w końcu lipca. W sierpniu jest czas na remonty, a także na odpoczynek kadry. My też wyjeżdżamy na wakacje.

Słyszałam o rekolekcjach zatytułowanych „Gwiaździsta córka Wodza” . Co chcecie przekazać uczestnikom?

Co roku organizujemy obozy tematyczne, podczas których chcemy podkreślić i pokazać dzieciom ich wartość. W tym roku pierwszy wypoczynek był dla dziewczynek. Są one małymi kobietami, które trzeba m.in. nauczyć higieny, ponieważ własne mamy ich tego nie uczą. Chcieliśmy pokazać im godność kobiety, żeby nie były taki dziewczynami, jakie są wokół nich: nie zawsze kulturalne i dobrze wychowane, a wręcz często wyuzdane w relacjach z chłopakami.

W ostatnim czasie jedno ze spotkań z animatorami, którzy pomagają nam podczas prowadzenia koloni, mięliśmy nad jeziorem. Był to dwudniowy wypoczynek połączony z podsumowaniem tegorocznych obozów. W tym samym miejscu przebywała grupa młodzieży, w której chłopaki nieodpowiednio zachowywali się względem dziewczyn. Powiedziałem: „Jak oni się prowadzą?”, na co jedna z naszych wychowawczyń stwierdziła, że nasza młodzież tak się nie zachowuje, ponieważ uczymy ją skromności i dobrego prowadzenia się. Rzeczywiście tak jest.

Na czym się skoncentrowaliście podczas obozu?

Wypoczynek dla dziewczynek był skoncentrowany głównie na odkryciu wartości kobiety, tego, że są kochane przez Pana Boga, że każda z nich jest córką Wodza. Był to obóz pięciodniowy, stacjonarny. Odbywał się u nas na miejscu, ale dziewczynki miały też wycieczki. Mamy przy kościele oratorium, w którym jest możliwość nocowania. Nad całością czuwał ks. Paweł Fiedorowicz MIC, który odpowiada za oratorium i merytoryczną stronę programu. Wcześniej zajmował się tym ks. Tomasz Sadłowski MIC. Opiekę nad dziewczynkami w tym roku pełniła ciocia Tania, która pomagała w realizacji założeń kolonii. Kiedyś też prowadziłem to oratorium, ale odkąd zostałem proboszczem, mam inne obowiązki, m.in. poszukuję środków na jego działalność, pomagam natomiast w organizacji obozów od strony technicznej.

Czy to prawda, że w Kazachstanie nie można organizować rekolekcji w terenie?

Zgadza się, to jest zabronione. Prawo dopuszcza ewangelizację tylko na terenach kościelnych, czyli w miejscach przeznaczonych do sprawowania kultu, jak np. nasze czy prawosławne kościoły, muzułmańskie meczety, czy cmentarze. To samo prawo obowiązuje wszystkich, nie tylko katolików, ale także prawosławnych i muzułmanów. Każda grupa wyznaniowa może ewangelizować tylko na swoim terytorium. Możemy wyjechać na wycieczkę na jeden dzień, ale nie możemy w dowolnym miejscu odprawić Mszy św. Musielibyśmy mieć pozwolenia, które bardzo trudno dostać. Na szczęście mamy kilka miejsc w naszej diecezji, w których znajdują się nasze centra z możliwością zanocowania, są w nich także stołówki.

Zorganizowaliście duży obóz dla dziewcząt i chłopców. Jaki wpływ na dzieci i młodzież mają organizowane przez was kolonie?

Niedaleko nas jest miejscowość Sarań (Saran), położona nad jeziorem. Jest tam duży dom [rekolekcyjny], w którym kolonie spędziło 37 osób – dzieci i młodzieży. Wyjazd był dla nich atrakcyjny, ponieważ poznali nowe miejsce, a także mogli wyjść nad jezioro. Program łączył odpoczynek z nauką życia i formacją duchową, dlatego odbywały się katechezy, każdego dnia była Msza św. Większość dzieci, z którymi mamy kontakt, pochodzi z rodzin niekatolickich: prawosławnych, muzułmańskich i niewierzących różnych narodowości. Są też oczywiście katolicy. W większości ich rodzice są ludźmi niewierzącymi, niepraktykującymi, więc część dzieci jest nieochrzczonych. W tym roku Andriej, dziewiętnastoletni chłopak poprosił o chrzest. Dwa lata temu inny, który był muzułmaninem, także przyjął chrzest jako dorosły. Teraz jest w wojsku i mam nadzieję, że ta służba wojskowa nie zachwieje jego wiarą. Nasze obozy są formą ewangelizacji tych dzieci, które nie są związane z Kościołem i ich rodzin. Myślę, że troska o dziecko oddziaływuje na całe rodziny.

Dbacie o to, żeby uczestnicy mieli jakiś wkład w zorganizowanie wypoczynku, dlaczego?

Dzięki pomocy, m.in. środkom finansowym, które otrzymujemy od Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich, możemy organizować te kolonie. Oczywiście zawsze wymagany jest wkład własny, często minimalny, ale konieczny. Nie chcemy nikogo uczyć, że wszystko jest za darmo. Wcześniej tak było, Kościół dawał za darmo. Wymagamy wkładu własnego, ponieważ oprócz pomocy ze strony SPM i waszych akcji – mam nadzieję, że będzie kontynuacja w przyszłości – otrzymujemy także dofinansowanie od innych organizacji kościelnych, np. Renovabis. Wszystkie te organizacje wymagają, żeby był chociaż minimalny wkład własny dzieci. Gdy dziecko nie ma pieniędzy, może odpracować swój udział w obozie, np. pomagając przy myciu podłóg, koszeniu trawy w ogrodzie. Chodzi o to, żeby czuło, że od siebie też coś daje, że to nie jest tak za darmo. Dzięki otrzymanemu wsparciu w tym roku dzieciaki mogły bardzo fajnie przeżyć kolonie.

Trzeci obóz zorganizowaliście dla chłopców.

Tak, częściowo odbywał się na miejscu, w Karagandzie, a częściowo z wyjazdami, zorganizowaliśmy dwie wycieczki: jedna do Bajanaul, a druga do Kurminki. Bajanaul jest to piękny tren wypoczynkowy w okolicy Karagandy w północno-wschodnim Kazachstanie, położony stosunkowo blisko nas. Są tam góry, jeziora, lasy. Idealne miejsce na wypoczynek.  Niedaleko Karagandy jest także Kurminka, gdzie są niewielkie górki. Chłopcy mieli zorganizowany rajd z ogniskiem w stepie, podczas którego uczyli się m.in. rozpalać ogień. Poruszaliśmy też męskie tematy: jak chłopak powinien odnosić się do dziewczyny, jak się prowadzić. Co roku staramy się organizować kolonie dzielone dla dziewcząt i chłopców oraz wspólne. Oprócz wakacji mamy w Kazachstanie jeszcze ferie jesienne, zimowe, wiosenne, które trwają po 10 dni. Wtedy też organizujemy obozy wspólne lub dzielone, w zależności od potrzeby.

*Ks. Grzegorz Burdyński MIC, proboszcz Parafii Maryi Matki Kościoła Zgromadzenia Księży Marianów w Karagandzie (Kazachstan). Od 22 lat w Zgromadzeniu Marianów, od 9 na misjach w Kazachstanie. Duszpasterz i członek ruchu drogi neokatechumenalnej. Jego pasją jest gotowanie.

udostępnij w social media