"Wrażliwe serce" ks. Łukasz Wiśniewski MIC dla Miesięcznika Różaniec


Każda ideologia żeruje na rzeczywistej ludzkiej biedzie. Tak było też w czasach, w których żyła Paulina Jaricot. Jej przykład uczy, że przeciwstawiając się złu, należy najpierw zgiąć kolano i szukać ratunku w sercu Boga, który umarł za nas na krzyżu. Dopiero wtedy będziemy umieli nieść konkretną pomoc potrzebującym.

W czasie studiów w Rzymie podczas jednego ze spacerów spotkałem na ulicy pewnego człowieka. Słabo mówił po włosku, pochodził najprawdopodobniej z Bangladeszu. Próbował sprzedać mi zapalniczki. Gdy odmówiłem, zobaczyłem łzy w jego oczach.

A potem usłyszałem pytanie, czy jednak nie mógłbym kupić czegoś od niego, bo jeszcze nic nie jadł tego dnia. Powiedziałem, że niczego od niego nie kupię, ale zapraszam go do baru na śniadanie. Wybrał sobie kanapkę i na koniec zapytał, czy nie mógłbym mu kupić jeszcze czegoś do picia. Kiedy trzymał w rękach tę kanapkę i napój, widziałem radość oraz wielkie wzruszenie na jego twarzy. Powiedział mi, że dawno nie spotkał się z taką życzliwością.

Złota studnia czy życie wieczne?

Założycielka Żywego Różańca Paulina Jaricot w dzieciństwie, kiedy widziała biednego na ulicy, zwykła powtarzać: „Chciałabym mieć studnię pełną złota, żeby móc pomagać wszystkim ubogim i żeby nie było już nikogo płaczącego z powodu nędzy”. Nasze serca też chciałyby pomóc wszystkim potrzebującym.

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego Jezus nie zlikwidował biedy w czasie swojego ziemskiego życia. Dodają, że dla Boga nie powinno być problemem zniwelowanie nierówności społecznych i nędzy. Rozdałby ubogim odpowiednie bogactwa i mówiąc potocznie, sprawa byłaby załatwiona. Jezus jednak przez całe swoje ziemskie życie podkreślał, że nie przyszedł nakarmić wszystkich głodnych ziemskim chlebem. Nie po to stał się człowiekiem, żeby założyć potężną organizację charytatywną pomagającą ubogim na całym świecie. Od początku swojej działalności zwracał uwagę, że Jego misja dotyczy serca człowieka i jego wyzwolenia z kajdan grzechu oraz śmierci. Z miłości do człowieka stał się taki jak my, a potem oddał życie na krzyżu, aby ludzie nie doświadczali już śmierci wiecznej.

Miłość do Boga i drugiego człowieka jest swego rodzaju językiem, dzięki któremu możemy się komunikować z Bogiem. Z tego powodu przesiąknięte miłością serce Pauliny pragnęło wszystkim okazywać dobro. W momentach, kiedy wzruszała się biedą człowieka, często słyszała słowa swojej mamy, że studnia pełna złota nie wystarczy na pokrzepienie wszystkich, ale prawdziwe bogactwo znajduje się w duszy człowieka i tylko ono pozwala ratować innych. Paulina, dzięki zażyłości z Chrystusem, adoracji Najświętszego Sakramentu i rozważaniom tajemnic życia Jezusa i Maryi w modlitwie różańcowej wzrastała w miłości do Boga i do człowieka, szczególnie potrzebującego.

Rewolucje i ideologie

Założycielka Żywego Różańca żyła w czasach rewolucji przemysłowej, która prowadziła do wielu kryzysów społecznych. Pracy starczało dla każdego, ale wynagrodzenia były zbyt niskie, by utrzymać rodzinę. Dlatego robotnicy zaczęli się zrzeszać i domagać sprawiedliwych płac. Zdarzały się strajki i protesty. Nierówności społeczne i bieda były przyczyną tworzenia się nowych ideologii.

Paulina Jaricot od początku pragnęła otoczyć modlitwą i miłością wszystkich utrudzonych. Z jednej strony rozumiała powody strajków, z drugiej – starała się błagać Boga za tych, którzy dopuszczali się rozruchów. W ich intencji trwała przed Najświętszym Sakramentem. Odkryła wtedy prawdę, że każde nawrócenie i każda przemiana społeczna dokonuje się nie na zewnątrz, ale we wnętrzu ludzkich serc. Zapragnęła zastosować do rozwiązania problemów społecznych wcześniej zaaplikowaną metodę wspierania misji przez małe ofiary.

Konkretna pomoc

Z bólem spoglądała na wielu żebraków i biednych, którzy szukali pomocy w parafiach. Wiedziała przecież, że rewolucja francuska odebrała wszelkie dobra także Kościołowi. Pomimo własnej biedy parafie były jednak oazami miłosierdzia. W sercu Pauliny zrodził się więc kolejny pomysł, aby zebrać odpowiednie środki, które służyłyby osobom doświadczającym niesprawiedliwości i ubóstwa.

Zakładała małe grupki osób pobożnych, dysponujących pewnym majątkiem i chcących służyć Kościołowi oraz biednym. Widząc wielkie potrzeby, pragnęła z tego kapitału utworzyć Bank Niebieski. Mógłby on udzielać darmowych pożyczek tym, którzy chcieliby prowadzić działalność dla ratowania dusz i wzrostu w wierze. Paulina pragnęła, żeby każdy robotnik mógł w godziwych warunkach pracować, otrzymywać uczciwe wynagrodzenie i mieć czas dla rodziny.

Gdy przebywała z Chrystusem na modlitwie, rozeznawała, że największą potrzebą jej czasów było godne życie robotników. Należało im pomóc w tym, żeby niskie płace za konieczną pracę nie niszczyły ich życia rodzinnego i osobistego.

Dar serca

Myliłby się ten, kto by twierdził, że dzisiaj nie mamy już podobnych problemów. Przesłanie Pauliny Jaricot jest nadal aktualne. Choć wydaje się, że nie ma aż takich rozwarstwień społecznych w naszym otoczeniu, nadal wśród nas jest wielu potrzebujących wsparcia, niekoniecznie materialnego. Jest wielu ludzi samotnych i opuszczonych, którzy pragną wyłącznie rozmowy i wysłuchania.

Papież Franciszek wołał w czasie Światowego Dnia Ubogich: „Krzyk ubogich staje się coraz silniejszy każdego dnia, ale każdego dnia jest mniej słyszany, przyćmiony zgiełkiem garstki bogatych, których jest coraz mniej, a którzy stają się coraz bardziej majętni. Jest to krzyk tych, którzy muszą uciekać, opuszczając dom i ziemię, nie mając pewności, że dotrą do przystani. To wołanie wielu Łazarzy, którzy płaczą, podczas gdy niewielka grupa bogaczy ucztuje, korzystając z tego, co ze względu na sprawiedliwość powinno należeć do wszystkich”.

My także jesteśmy nieustannie zapraszani do trwania przy Jezusie jak Paulina Jaricot i do poszukiwania odpowiedzi na pytanie, jak zrealizować miłość Boga w praktyce. I choć sami możemy mieć niewiele dóbr i może nasz wysiłek będzie pomocą ubogich dla jeszcze uboższych, to jednak w ten sposób będziemy uobecniać wspólnotę z Chrystusem i Jego miłość.

Zadania na kwiecień 

Postaram się spotkać z osobą samotną, starszą, schorowaną. Zaoferuję jej pomoc albo zwykłą rozmowę.

Znajdę dobrą, sprawdzoną inicjatywę charytatywną i postaram się nawet swoim „wdowim groszem” wesprzeć tych, którzy są biedniejsi ode mnie.

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!