Słowo o. Władysława




Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie. Matka Teresa z Kalkuty


Dziewięć kroków do wolności

Mały gest miłości
Dobrze pamiętam moje pierwsze Boże Narodzenie, które spędzałem poza domem rodzinnym. Byłem wtedy w nowicjacie. Wigilię obchodziłem z kilkunastoma braćmi nowicjuszami, księżmi, braćmi zakonnymi oraz siostrami eucharystkami. Z jednej strony odczuwałem wówczas wielką radość z bycia we wspólnocie: serce rosło, kiedy łamaliśmy się opłatkiem, a potem śpiewaliśmy kolędy. Z drugiej strony pojawiła się we mnie nutka nostalgii za domem rodzinnym, w którym przez wiele lat spędzałem święta. Te uczucia towarzyszyły mi aż do czasu, kiedy po skończonej wieczerzy wigilijnej poszliśmy z kilkoma braćmi odwiedzić pewnego samotnego pana, mieszkającego nieopodal klasztoru. Na samym początku powiedział, że w tym roku rodzina nie chciała zabrać go do siebie na święta – jego dzieci wolały spędzić je bez niego. Kiedy ze łzami w oczach mówił o swojej dramatycznej sytuacji, bardzo szybko podjęliśmy decyzję, że spróbujemy przygotować dla niego taką malutką wieczerzę wigilijną. Zaczęliśmy śpiewać razem kolędy, podzieliliśmy się opłatkiem, przynieśliśmy kawałek ciasta. Jego wzruszenie i wdzięczność były ogromne, a ja po raz pierwszy zrozumiałem, na czym tak naprawdę polega Boże Narodzenie.

Atmosfera świąt
Większość z nas kojarzy Boże Narodzenie z atmosferą miłości, przebaczenia i pokoju w gronie najbliższej rodziny. Niektórzy marzą, aby w czasie świąt Narodzenia Pańskiego pojednać się z bliskimi oraz móc bez sporów i waśni spożywać razem świąteczne posiłki. Warto jednak przypomnieć, że kiedy Bóg stał się człowiekiem, także Święta Rodzina nie odczuwała świątecznej atmosfery, wręcz przeciwnie: doświadczała niepewności i odrzucenia. Najpierw św. Józef nie mógł znaleźć miejsca, gdzie Maryja mogłaby urodzić Jezusa, a potem musiał zaakceptować niewygodną grotę. W tych warunkach pasterze i mędrcy oddawali pokłon Dzieciątku. Później Święta Rodzina musiała uciekać do Egiptu. Wśród nas jest także wiele osób, które będą przeżywać Wigilię i święta w atmosferze smutku i nostalgii: może czyjś współmałżonek niedawno odszedł do Boga, może dorosłe dzieci nie chcą się interesować losem rodziców, może z powodu braku przebaczenia bliscy nie chcą sobie podać dłoni nawet w tym szczególnym czasie. W takich sytuacjach paradoksalnie można jeszcze bardziej odczuć bliskość Boga, który sam będąc człowiekiem, doświadczył odrzucenia i samotności.

Dzieciątko Jezus czyni nas wolnymi
Codzienne trudności, nasze słabości, nierzadko grzechy naszych bliskich powodują w nas  brak nadziei spowodowany przekonaniem, że nie uda się już nic zmienić w naszym życiu. Wystarczy natomiast uwierzyć, że Dzieciątko Jezus, które znajdujemy w betlejemskiej grocie, takie bezbronne, zależne od wielu osób, pozornie nic nie znaczące, ma pełną moc Boga. Więcej, przychodzi, aby dawać ludziom wolność oraz zrywać kajdany zła i grzechu. Mały Jezus uczy nas pokory i zawierzenia, pokazuje, że nasze życie jest w rękach Boga Ojca. Kontemplując Dzieciątko Jezus, każdy z nas może odkryć, że poprzez naszą modlitwę, ofiarę, posty, cierpienia ofiarowane za innych może być w centrum Kościoła i dzielić się miłością w sposób, który przekracza nasze ludzkie wyobrażenia.

Miłość lekarstwem
Święta Narodzenia Pańskiego nie mogą polegać tylko na sprzątaniu, kupowaniu ogromnych ilości jedzenia i prezentów. Te wszystkie czynności są ważne, ale nie mogą przesłaniać nam prawdy o istocie świąt. Wspominamy wydarzenie, w którym  Miłość stała się człowiekiem, abyśmy my także potrafili kochać w pełni Boga i bliźnich. Miłość zawsze kruszy twarde serca. Każdy mały gest dobroci staje się prawdziwym Narodzeniem Boga w sercu. Jesteśmy zaproszeni do tego, aby urzeczywistniać przyjście Chrystusa każdego dnia. Gdy życzliwie pozdrawiamy sąsiada, który się do nas nie odzywa, gdy dzwonimy z dobrym słowem do dawno nie widzianych znajomych, gdy odwiedzamy samotnego, gdy podajemy kubek wody spragnionemu – zawsze rodzi się Chrystus i staje między nami. Kochani Pomocnicy Mariańscy, każdego dnia udowadniacie, że Boże Narodzenie trwa cały rok. Dzięki Waszemu modlitewnemu i materialnemu wsparciu nie byłyby możliwe dzieła miłosierdzia prowadzone przez mariańskich misjonarzy na całym świecie.    

Zaproszenie do Nowenny
Zapraszam Was kochani do dziewięciodniowej modlitwy Nowenną do Dzieciątka Jezus – „Dziewięć kroków do wolności”. Każdego dnia będę razem z Wami modlił się o uzdrowienie, wyzwolenie i odkrywanie daru dziecięctwa Bożego dla nas. Powierzmy Nowonarodzonemu samych siebie, nasze rodziny, nasze parafie, naszą Ojczyznę, wszystkie nasze troski i zmartwienia. Nasza wspólna nowenna rozpocznie się w dniu 16 grudnia, a zakończy w Wigilię Bożego Narodzenia. W tym czasie odprawię 9 Mszy świętych w intencjach, które prześlecie na moje ręce. Niech ta modlitwa będzie okazją do zatrzymania się i zobaczenia Jezusa Chrystusa, który zawsze jest obok nas.

Podziękowanie i życzenia
Drogi Bracie, Droga Siostro! Jesteście częścią naszej mariańskiej wspólnoty. Z całego serca pragnę Wam życzyć radości z faktu, że Słowo stało się Ciałem. Niech Dzieciątko Jezus błogosławi Wam i uzdalnia do codziennej posługi miłości, do niesienia Nowonarodzego tym, których Bóg stawia na naszej drodze. Nie potrafię wyrazić słowami wdzięczności. Wasze modlitwy, trudy życia, hojne ofiary, które składacie w intencji mariańskich misji oraz potrzebujących, przyczyniają się do tego, że każdego dnia w wielu miejscach świata trwają święta Bożego Narodzenia – Chrystus rodzi się w sercach osób, którzy go jeszcze nie znają. Pragnę Wam osobiście podziękować w imieniu wszystkich misjonarzy za Wasze dobre uczynki, które idą za Wami w drodze do nieba. Obiecuję objąć Was wszystkich modlitwą w czasie uroczystej Pasterki w święta Narodzenia Pańskiego. Przesyłam Wam także opłatek na wigilijny wieczór. Dzięki niemu możemy spotkać się wspólnie w czasie świąt. Błogosławię Wam i Waszym rodzinom na czas świąt i na Nowy Rok 2019.

o. Władysław MIC

Dołącz swoje intencje do nowenny