„Bądź wola Twoja” – świadectwo z Marianek


Po raz pierwszy w Wieczerniku u św. o. Stanisława pojawiłam się trochę przypadkiem w lipcu 2016 roku. Właśnie dowiedziałam się, że jestem w ciąży, bardzo wyczekiwanej. Mam 3 letnią córeczkę, ale tej drugiej ciąży pragnęłam najbardziej na świecie. Podczas Mszy świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie poczułam silną potrzebę oddania pod opiekę swojego nienarodzonego dziecka, właśnie o. Papczyńskiemu. Wtedy nie miałam świadomości, że jest patronem nienarodzonych dzieci. 

Wróciłam do domu szczęśliwa, że znalazłam patrona dla swojego dziecka. Zaraz potem podczas badania USG okazało się, że serduszko dziecka bije dużo za szybko, więc pewnie będzie poronienie. Zaczęłam odmawiać nowennę do o. Stanisława. Przez cały okres ciąży kończyłam jedną nowennę i zaczynałam następną. Potem przyszły testy Pappa z wynikiem 1:18 wskazującym na Zespół Patau i 1:21 na Zespół Downa. Odmówiłam zabiegu amniopunkcji, bałam się, że zabieg może uszkodzić maleństwo, a aborcji nie myślałam w ogóle. Cały czas miałam wielka wiarę, że wszystko będzie dobrze. Mój lekarz stwierdził, że nie będzie prowadził tej ciąży. Nie ustawałam w modlitwie. 

USG połówkowe miałam wykonane w poradni specjalistycznej na ul. Agatowej w Warszawie. Serduszko dziecka zdrowe, wszystkie parametry idealne. Wielka radość całej rodziny. Po dwóch tygodniach dostałam wielowodzia. Było już wiadomo, że jest wada. Brzuch rósł w zastraszającym tempie. Wiele perturbacji z lekarzami i 1 grudnia trafiłam do Instytutu Matki i Dziecka. Termin rozwiązania był wyznaczony na 1 lutego. Miałam leżeć dwa miesiące w szpitalu. 8 grudnia w Święto Niepokalanego Poczęcia, badanie KTG pokazało bardzo złe przepływy u dziecka. Zdążyłam pomodlić się w godzinie łaski i przyjąć komunię świętą. Zaraz potem zabrali mnie na cesarkę. Aleksander Stanisław urodził się 2 miesiące przed czasem. Zespół Downa i zarośnięty przełyk. Świat legł w gruzach. Tak bardzo się modliłam, tak bardzo wierzyłam... Dlaczego Panie Boże.. dlaczego mnie nie wysłuchałeś?...

To był czas wielkiego bólu i rozpaczy dla całej rodziny. Nie da się opisać słowami jak bardzo cierpieliśmy . Na drugi dzień po narodzinach, w piątek, w godzinę Miłosierdzia Aluś przeszedł ciężką operację przełyku. Leżał trzy miesiące na OIOM-ie, jeden miesiąc na oddziale pediatrycznym. Nie miał szans. Miał umrzeć. Dopiero po 2 miesiącach zaczął normalnie oddychać. Byliśmy już zapisani w kolejce do hospicjum. Alek miał być karmiony dojelitowo (lekarze nie wierzyli, że Alek nauczy się jeść), miał nie widzieć i nie słyszeć. Miał być głęboko upośledzony.
 
Obrazek z podobizną św. Papczyńskiego cały czas był przyklejony do inkubatora w szpitalu. Lekarze na naszego synka mówili Stasio i z wielkim zdziwieniem powtarzali, że ma olbrzymią wolę życia, że tak bardzo mocno chce żyć. Wróciliśmy do domu po 4 miesiącach. Alek miał być karmiony sondą i dokarmiany butelką. Wierzę mocno, że dzięki modlitwom do o. Stanisława, po krótkim czasie, sonda nie była już potrzebna. Minęło 1,5 roku. Nasz synek ma Zespół Downa. Wszystkie inne rokowania nie potwierdziły się. Aluś widzi, słyszy, jest karmiony co prawda miksowanym jedzeniem, ale przyjmuje je normalnie (a miał ulewać, wymiotować i mieć poszerzenia przełyku średnio raz w miesiącu). Aluś rozwija się jak typowe dziecko z zespołem Downa. Jest pogodny i uśmiechnięty. Wszystko rozumie i pięknie się bawi. Daje nam dużo radości i miłości. 

Nasz synek nie został uzdrowiony z Zespołu Downa. Spektakularnego cudu, jakiego oczekuje większość ludzi nie było. Uzdrawiana jest nasza rodzina bliższa i dalsza, nasi znajomi, otoczenie. Wszystko dzieje się małymi kroczkami. Oczekując cudu zawsze na pierwszym miejscu miejmy słowa „Bądź Wola Twoja”. Wiara mojego męża i moja narodziła się na nowo. To była nasza droga do Emaus. Dzień narodzin Aleksandra, w tak wielkie święto Niepokalanego Poczęcia jest dla mnie szczególnym znakiem. Wierzę, że dzięki wstawiennictwu Św. Stanisława mój synek żyje i uczy nas pięknej, bezwarunkowej miłości. Życie z dzieckiem niepełnosprawnym jest trudne. Walka z własnym egoizmem i wygodnictwem. Po ludzku przegraliśmy, po Bożemu nasze życie nabrało sensu krzyża. 

Dziękuję Ci Święty Stanisławie za twoją opiekę nad naszym synkiem. Szczególny patronie dzieci nienarodzonych i osób, których życie jest zagrożone pokazałeś, że każde życie jest cenne, a miłość jest najważniejsza. Dziękuję. Emilia. 

Świadectwo pochodzi z Sanktuarium św. o. Stanisława Papczyńskiego.
ul. Ojca Papczyńskiego 6, 05-530 Góra Kalwaria-Marianki
Czyim jest jeszcze patronem? Sprawdź.

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!