Serce pełne wina


Pamiętam, jak kiedyś z kolegą wchodziliśmy na jeden z beskidzkich szczytów. W pewnym momencie powiedziałem, że chmury, które widać było na horyzoncie, nie zwiastują niczego dobrego. Mój towarzysz odparł, żebym się nie przejmował, że będzie dobrze, nie będzie padać. Niestety za kilka chwil rozpętała się ulewa i zaczęło nawet grzmieć. Całe szczęście dość szybko po tej burzy wyszło słońce. Nie powiedziałem klasycznego zdania: „A nie mówiłem”, ale i tak czasami niektórzy zwracają mi uwagę, że jestem zbyt dużym realistą. Mówią mi nieraz, że psuję zabawę tym przewidywaniem niemiłych konsekwencji.

Choroba i samotność

Wesele w Kanie Galilejskiej jest świetnym obrazem naszego życia, które jest pełne chwil radosnych i przyjemnych, ale także momentów pustki, kiedy braknie wina, a czasami przychodzą upokorzenia. Niestety nierzadko próbujemy oszukiwać siebie i innych, że będzie już tylko dobrze, że z tych ciemnych chmur nie spadnie deszcz, jak w czasie tej górskiej historii. Mam kilku znajomych, którzy pomimo swojego dojrzałego wieku cały czas próbują żyć i zachowywać się, jakby mieli dwadzieścia lat. Nic im nie mówią kontuzje i kolejne problemy zdrowotne, lepiej żyć iluzją, że jest się wciąż pięknym i młodym. A Bóg, jak widzimy w Kanie Galilejskiej, jest realistą. Ukazuje nam prawdę, że w nasze życie wpisane są zarówno młodość, jak i starość, zdrowie i witalność, ale także chwile cierpienia i choroby. 
Z pewnością chwile dobre i przyjemne jest nam łatwiej przeżywać, dlatego w trudnych momentach potrzebujemy wspólnoty Kościoła. Papież Franciszek w Orędziu na XXXI Światowy Dzień Chorego pisał w zeszłym roku: „Choroba jest częścią naszego ludzkiego doświadczenia. Może jednak stać się czymś nieludzkim, jeśli jest przeżywana w izolacji i opuszczeniu, jeśli nie towarzyszy jej troska i współczucie. Gdy podążamy naprzód wspólnie, czymś normalnym jest to, że ktoś może poczuć się źle, że będzie musiał się zatrzymać z powodu zmęczenia lub jakiegoś zdarzenia po drodze”.

Dyskretna obecność Boga

Na wesele w Kanie byli zaproszeni Maryja, Jezus oraz uczniowie. Kolejny raz Bóg potwierdza swoją bliskość wobec człowieka, szczególnie w chwilach braku radości, choroby i cierpienia. Czasami pozornie Go nie widzimy, nie słyszymy Jego słów. Dla niektórych w trudnych momentach On wydaje się daleki – jak dla uczniów na łodzi w czasie burzy na Jeziorze Galilejskim – albo szorstki i ignorujący problemy – jak wobec kobiety kananejskiej proszącej o uzdrowienie jej córki. 
Na weselu w Kanie możemy zobaczyć, że Jego obecność jest dyskretna, ale bardzo skuteczna. Maryja pierwsza zauważa brak wina, który może spowodować kompromitację nowożeńców i ich rodzin. Jednak nie do niej należy zaradzić tej potrzebie, ma świadomość, że Jej rola jest inna. Wrażliwość Matki Bożej uczy nas dostrzegać chorych, cierpiących i zagubionych. Od razu mówi do Jezusa to, czego może niektórzy się wstydzili powiedzieć – „Nie mają wina” (J 2, 3). Jan Paweł II w Redemptoris Mater tak podsumował rolę Matki Jezusa: „Maryja staje pomiędzy swym Synem a ludźmi w sytuacji ich braków, niedostatków i cierpień. Staje «pomiędzy», czyli pośredniczy nie jako obca, lecz ze stanowiska Matki, świadoma, że jako Matka może – lub nawet więcej: «ma prawo» – powiedzieć Synowi o potrzebach ludzi” (21).

Być blisko chorego

Paulina Jaricot, zakładając Żywy Różaniec, pragnęła, aby tajemnice życia Maryi i Jezusa nie były tylko intelektualnym rozważaniem, ale żeby prowadziły do konkretnych czynów. Naśladowanie Maryi ma stać się swoistym stylem życia osób zaangażowanych w modlitwę różańcową. Z tej racji sama dawała przykład troski o chorych, cierpiących i potrzebujących. Każda jej inicjatywa odnosiła się do człowieka potrzebującego, zarówno będącego blisko, w jej rodzinnym mieście Lyonie, jak i w dalekich krajach misyjnych. Sama naznaczona cierpieniem wiedziała, jak ważne jest towarzyszenie modlitewne oraz zwykłe ludzkie bycie blisko, takie jak zrobienie zakupów dla chorej osoby, rozmowa i dobre przyjacielskie słowo. Paulina zawsze pragnęła ofiarowywać swoje modlitwy i cierpienia za tych, którzy nie mają „wina, radości i pokoju”. Dostrzegała, jak ważna jest rola wspólnoty w przeżywaniu choroby i cierpienia. 
Nie uciekniemy od chwil trudnych w naszym życiu, ale możemy mieć pewność czułej obecności Maryi i Jej Syna. Matka Jezusa nie zniechęciła się pozornie szorstką odpowiedzią Chrystusa i od razu rzekła do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Ona ma zawsze głęboką wiarę oraz zaufanie do Syna. Nie wiedziała, czy Jezus nakaże sługom iść zakupić wino, czy będzie miał inny pomysł, ale była przekonana, że to, co zrobi, będzie dobre. Bóg często wykorzystuje takie chwile w naszym życiu, by wydobyć naszą wiarę, by pokazać nam, że w sercu Mu ufamy. Pozornie się ociąga, nie odpowiada na nasze modlitwy, jednakże koniec końców staje się cud przemiany. Nie zawsze dokonuje się uzdrowienie w sposób, jakiego się spodziewaliśmy, ale jeśli będziemy posłuszni słowu Jezusa, nasza pustka – brak wina – zostanie przemieniona w cud Bożej obecności i pokoju serca.  

Punkty do refleksji     
1. Czy jest we mnie duch modlitwy, który pozwala z miłością ogarniać potrzeby innych ludzi, wspólnot, Kościoła, społeczeństwa i dyskretnie, ale skutecznie pomagać?
2. Czy w sytuacjach trudnych zwracam się do Maryi o pomoc?

Ks. dr Łukasz Wiśniewski MIC

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!
* pole wymagane
Używamy plików Cookies!
Strona korzysta z niezbędnych plików Cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania (ustawienia).
Preferencje plików cookie
Wykorzystanie plików cookie
Używam plików cookie, aby zapewnić podstawowe funkcjonalności strony i polepszyć Twoje wrażenia online. Możesz wybrać dla każdej kategorii, aby w dowolnym momencie wyrazić zgodę. Aby uzyskać więcej informacji na temat plików cookie i innych poufnych danych, zapoznaj się z pełną polityką prywatności.
Więcej informacji
W przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących naszej polityki dotyczącej plików cookie prosimy o kontakt.