Żołnierz, który się ofiarował


Obok tej historii nie da się przejść obojętnie. Dwudziestoletni żołnierz, który w ramach wojsk ZSRR zostaje wysłany do Afganistanu. Tam walczy o życie nie tylko innych, ale –jak się wkrótce okaże – także i o swoje. Któregoś dnia przychodzi mu wyjechać na operację, która – o czym uprzedza go dowódca – może skończyć się jego śmiercią. I rzeczywiście. Pocisk wroga trafia Pawła w nogę. Leżąc rannym mężczyzna przypomina sobie znaną z Polski historię z Lichenia. Historię ciężko rannego Tomasza Kłossowskiego, któremu życie uratowała sama Maryja. Paweł zaczyna się intensywnie modlić…

Dziś w naszym cyklu „Ja, Marianin” przepytujemy Ks. Pawła Ostrowskiego MIC, przełożonego ukraińskiego wikariatu.

    Już jako młodzieniec interesował się wojskowością. Wiedział, że w marazmie sowietskijego sojuza tylko armia może dać jako takie utrzymanie i zagwarantować stabilny poziom życia. Wybrał szkołę wywiadowczą. Już w trakcie studiów pojawiały się w jego głowie nieśmiałe myśli o powołaniu. Paweł jednak stanowczo je odrzucał. Tym bardziej, gdy po początkowych problemach finansowych zaczęła się wreszcie hossa. Przyszło upragnione stypendium, zaczęło być łatwiej. Myśli o byciu duchownym zostały skutecznie przykryte ułudą pomyślnego życia. Właśnie wtedy przyszła propozycja wyjechania na misję do Afganistanu.
    Paweł pojechał. Choć od początku na misji nie było łatwo. Codzienne igraszki ze śmiercią, wyjazdy na operacje, widoki zabitych. Dla dwudziestoletniego młodzieńca to był prawdziwy szok. Trauma i głębokie przeżycie. Któregoś wieczora dowódca jednostki, w której służył Paweł, poprosił wszystkich o wypełnienia bardzo szczegółowego kwestionariusza. Trzeba było podać miejsce urodzenia, skąd się pochodzi, gdzie mieszkają rodzice, kontakt do nich. Gdy Paweł zapytał dowódcę, po co to wszystko, usłyszał, że to na wypadek śmierci. Tej, która miała być bardzo blisko.

Decyzja i ofiarowanie
    Ranek następnego dnia. Paweł szykuje się do wyjazdu. Przed nim kolejna operacja wojskowa. Tym razem jako czołgista ma osłaniać jadący przez pustynię samochód. Standardowe czynności. Podwójna kamizelka kuloodporna, ostatnie wskazówki dowódcy, sprawdzenie łączy. Zwykle przed wyjazdem Paweł się modlił. Standardem było „Pod Twoją obronę”. Jednak tym razem, gdy Paweł zabiera się do modlitwy, słyszy, że są problemy z odpaleniem samochodu. Zdenerwowanie, krzyki, poganianie. Paweł musi zaczekać. Przez całe to zamieszanie zapomina się pomodlić. Po dłuższym momencie nerwowego wyczekiwania wreszcie rusza.
Wkrótce jego konwój wpada w pułapkę. Ostrzał wroga. Kula trafia Pawła w nogę. Ból jest nieznośny. Leżąc na ziemi, Paweł przypomina sobie historię znajomego zakrystianina z Chmielnickiego. To on dał mu niegdyś obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Licheńskiej. To on opowiedział Pawłowi historię Tomasza Kłossowskiego, rannego pod Lipskiem żołnierza, któremu Maryja uratowała życie. Paweł czuje, jak jego ciało dźwigają naraz koledzy z oddziału. Wkładają do samochodu. Będą go transportować do jednostki. Przez całą 12-kilometrową trasę Paweł będzie odmawiać różaniec. Złoży również Bogu obietnicę. Jeśli przeżyje, zostanie księdzem.
Po powrocie Pawła czeka operacja. Noga jest bardzo spuchnięta. Lekarz powiadamia, że nie będzie możliwości znieczulenia. Paweł tylko kiwa głową ze zrozumieniem. Już wie, komu ofiaruje ten ból. Zaciska zęby i modli się dalej. Chirurg przystępuje do cięcia.

Zostało już tylko jedno marzenie
Paweł dotrzymuje danego słowa. Zostaje księdzem. Zostaje Marianinem. Po wszystkich tych wydarzeniach z afgańskiego frontu, po interwencji Matki Bożej Licheńskiej, po odmówionych różańcach nie widział innej możliwości. Chce służyć Niepokalanemu Poczęciu.
Dziś ksiądz Paweł jest przełożonym wikariatu ukraińskiego. Do czasu wybuchu wojny, wiódł normalne zakonne życie. W wolnych chwilach lubił pograć w piłkę. Kiedyś grywał w ataku. Potem z racji operacji na nodze coraz częściej stawał na bramce.
– Lekarz, jak go zapytałem, czy po operacji będę mógł grać w piłkę, powiedział mi, że nie tylko mam zakaz gry w polu, ale nawet jako bramkarz. Po chwili dodał, że owszem: w grę wchodzi stanie na bramce, ale tylko w charakterze słupka – śmieje się dziś ksiądz Paweł.
    Do czasu wybuchu wojny zajmował się także Skautami Europy. Z racji umiejętności i doświadczenia jeździł z nimi na obozy, do lasów, nad jeziora. Dbał, by prócz sportu i survivalu, młodzi pamiętali o Bogu. Odprawiał dla nich w lasach Msze Święte.
    Dziś wszystko to jest już tylko wspomnieniem. Jako przełożony Księży Marianów na Ukrainie zaangażowany jest obecnie w stu procentach w pomoc dla wszystkich klasztorów w kraju. Koordynuje przekazywane z Polski paczki. Zaopatruje kolejne misje. Jeździ. Organizuje. I modli się. 
    Gdy pytamy go, jakie jest dziś jego marzenie, odpowiada bez wahania.
– Dziś mam już tylko jedno. Pokój – gdy to mówi, jego poważna twarz na chwilę się rozjaśnia. – I zwycięstwo.

Pomódlmy się dzisiaj za ks. Pawła. Marianina.

#SPM #JaMarianin #KsiezaMarianie #Marianin

 

udostępnij w social media


Zapisz się do newslettera!
* pole wymagane